(Oto wykaz wszystkich
stron z TEGO serwera, w zestawieniu językowym - w 8 językach.
Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij
na nią aby ją uruchomić:)
(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić
z "Menu 1" poprzez kliknięcie na
"Menu 2".)
Oto wykaz wszystkich moich stron
ze wszystkich serwerów. Strony te najpierw zestawione są językami
(tj. jako strony po polsku,
angielsku, niemiecku,
francusku, hiszpańsku,
włosku, grecku, oraz
rosyjsku.) Dla każdego zaś języka strony zestawione
są przedmiotowo.
Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij
na nią aby ją uruchomić:
(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić
z "Menu 1" poprzez kliknięcie na
"Menu 4".)
Witam na stronie internetowej która na
przykładzie starych przepowiedni jakie
zaraz po Drugiej Wojnie Światowej krążyły
wśród ówczesnych co bardziej wiekowych
mieszkańców Polski, stara się podkreślić
wagę owych przepowiedni, wyjaśnić jak
przepowiednie się wypełniają, ujawnić
jaki jest mechanizm ich powstawania,
oraz wskazać dlaczego należy zwracać
na nie uwagę.
Część #A:
Informacje wprowadzające tej strony:
#A1.
Co mnie zainspirowało do napisania tej strony:
Stronę tą zacząłem spisywać aż dla kilku
powodów. Po pierwsze bowiem odnotowałem,
że dzisiejsi ludzie typowo nie są świadomi
istnienia i treści dawnych przepowiedni
ludowych z terenu Polski, które przecież
nadal tam krążyły po narodzie zaraz
po drugiej wojnie światowej (czyli w czasach
mojego dzieciństwa). Ja ciągle doskonale
pamiętam kilka z owych przepowiedni.
Postanowiłem więc je tutaj pospisywać -
aby zachować i przypomnieć innym ich
treść i znaczenie kulturalne. Po drugie
odnotowałem, że sporo z tych starych
przepowiedni właśnie zaczęło się spełniać.
Postanowiłem więc uświadomić fakt ich
wypełniania się jako rodzaj motywacji do
przemyśleń. Ponadto odnotowałem, że
powodem dla którego przepowiednie te
wypełniają się właśnie teraz, jest zaślepienie
wielu ludzi. Liczę więc że poprzez
uświadomienie co przepowiednie te
zawierają, ostudzę nieco pośpiech
i zapał z jakim niektórzy ludzie dodają
swój wkład w ich przyspieszone
wypełnienie się.
#A3.
Podręcznik totalizmu
prezentujący niektóre z opisywanych tutaj przepowiedni:
Ci czytelnicy którzy preferują czytanie
opracowań książkowych nad czytaniem
stron internetowych, zapewne z zadowoleniem
się dowiedzą, że istnieje ilustrowane wydanie
książkowe podręcznika totalizmu przyjmujące formę
monografii [8/2] o tytule "Totalizm".
W podrozdziale L4 z tomu 8 owej monografii
[8/2] pospisywane są i skomentowane
niektóre z przepowiedni prezentowanych
na niniejszej stronie. Czytającym tamtą
monografię [8/2] polecam także do
przejrzenia jej tom 6 który prezentuje
ustalenia
teorii wszystkiego
zwanej
Konceptem Dipolarnej Grawitacji,
na temat natury i charakterystyki Boga.
#B1.
Jaki jest mechanizm wypełniania się przepowiedni:
Sprawa jaka najbardziej
w tym wszystkim mnie fascynuje i jaką chciałbym opisać na tej
stronie, to sposób na jaki Bibilijne przepowiednie się wypełniają.
Mianowicie, że realizowanie przepowiedni
następuje w tak niepozorny sposób, iż większość ludzi wogóle nie
odnotowuje że to one właśnie się wypełniają i to na ich oczach.
Chce się powtórzyć po Biblii "patrzą a nie widzą" (patrz
Biblia,
"Dzieje Apostolskie" 28:26 "i dobrze będziecie widzieć,
a nie zobaczycie"). To nieodnotowywalne dla normalnego
zjadacza kanapek ich wypełnianie się, wytłumaczone
zostało zresztą doskonale przez totalizm. Filozofia ta bowiem
stwierdza, że w swoich działaniach Bóg nie może używać posunięć
które zdradzałyby jego potęgę i istnienie. Wszakże jakiekolwiek
zamanifestowanie potęgi boskiej odebrałoby ludziom ich wolną
wolę – nie mieliby wówczas innego wyjścia niż w niego uwierzyć
i mu się podporządkować. Tymczasem Bóg chce pozostawić każdemu
wolną wolę w wyborze tego co ktoś ten zechce czynić. Aby zaś
pozostawić ową wolną wolę, nawet owe największe historyczne
posunięcia Bóg musi dokonywać rękami ludzkimi na wysoce niepozorny
sposób. To właśnie dlatego w tej części procesu wypełniania się
bibilijnych przepowiedni która realizowana jest przez samego Boga,
nie ma ani fontann ognia, ani grzmotów, ani nadprzyrodzonych zjawisk.
Wszystko dzieje się cicho, skromnie, oraz w sposób niemal dla
nas niezauważalny. (Znaczy w sposób jaki wyjaśnia dokładniej
tom 6 monografii [8p/2].)
Jednak nieodwolalnie zmierza to tam, gdzie przepowiednie
zapowiedziały.
Najlepszej ilustracji dla interesującego mechanizmu z użyciem jakiego naprawdę wypełniają się wszelkie przepowiednie, w tym również bibilijne, dostarcza stara chińska legenda o wielkim potopie, którą znalazłem opublikowaną jako legendę numer 67 pod tytułem "The Great Flood", na stronach 161 do 173 książki [7D3] pióra Wolfram'a Eberhard, "Folktales of China", Routledge & Kegan Paul, Ltd., London, 1965, Library of Congress Catalog Card Number: 65-25440. Z uwagi na jej wartość ewidencyjną, legendę tą streściłem w podrozdziale D3 swojej monografii
[5/4],
której darmowe egzemplarze oferowane są z
moich stron internetowych. Oto przytaczam
moje własne streszczenie owej ogromnie
interesującej legendy:
"Dziewiętnastoletni
drwal o nazwisku Chou Ch'eng mieszkał ze swoją matką w samotnym
domku położonym wysoko na zboczu góry przy skraju wsi. Każdego
dnia wieszał on swoją stalową siekierę na kołku do noszenia i
szedł w góry do lasu aby narąbać drzewa. Drzewo to następnie
zanosił do pobliskiego miasteczka, gdzie po sprzedaniu go kupował
ryżu jaki wystarczał na jeden dzień wyżywienia dla niego i jego
matki. Pewnego jesiennego dnia gdy jak zwykle był w lesie, do
jego domku przyszedł wędrowny mnich buddyjski i poprosił o daninę
z ryżu. Matka w obawie że jej syn po powrocie z lasu nie będzie
miał co jeść początkowo odmówiła, później jednakże widząc głód
mnicha odlała mu z metalowego garnka połowę porcji trzymanej dla
syna. Po zjedzeniu mnich powiedział do matki co następuje.
'Mam ci coś ważnego do powiedzenia. Gdy twój syn Chou Ch'eng
powróci do domu, każ mu iść do miasta i kupić arkusze papieru
(pergaminu) oraz mąkę, przygotować klej, potem zaś z warstew
włókien roślinnych i papieru skleić łódź o zakrytym dachu.
Kiedy białe oczy w rzeźbach dwóch lwów przed wejściem do dużej
świątyni we wsi zmienią kolor na czerwony, musicie oboje wsiąść
do tej łodzi, ponieważ cały ląd tutaj zniknie na zawsze pod wodą.'
Po powrocie syna matka powtórzyła zalecenia mnicha. Aczkolwiek
Chou Ch'eng był sceptycznie nastawiony do całej opowieści,
wykazał dużą dyscyplinę i wykonał łódź z wodo-szczelnym dachem
zgodnie z instrukcjami. Następnie, co jakiś czas zbiegał w dół
do wsi aby sprawdzić czy oczy owych dwóch lwów przed świątynią
zmieniły już swój kolor na czerwony. Grupa miejscowych obiboków,
którzy z nudów zabawiali się przed świątynią, zainteresowała
się dlaczego tak często zbiega on w dół do wsi i zagląda w oczy
owym lwom. Zapytali więc o to Chou. 'Ja sprawdzam czy oczy lwów
zmieniły już swój kolor na czerwony' – odpowiedział prostodusznie
Chou. Obiboki postanowili sprawdzić co on uczyni kiedy oczy te
zmienią kolor. Aby spłatać mu figla pomalowali owe oczy lwów
czerwoną farbą. Kiedy więc pod wieczór następnego dnia Chou
Ch'eng zbiegł ponownie do wsi aby sprawdzić kolor oczu tych
lwów przy świątyni, odnotował że właśnie zmieniły one kolor
na czerwony. Pospiesznie pobiegł więc do domu i szybko oboje
z matką zamknęli się szczelnie w swej łodzi. Wkrótce po tym
usłyszeli ogłuszający łoskot. Kiedy ośmielili się wyglądnąć
na zewnątrz, naokoło nie było widać nic innego tylko wodę morską
rozciągającą się od horyzontu po horyzont. Woda ta odebrała
życie ogromnej liczbie ludzi i zwierząt. Chou uratował kilka
pływających wokoło jego łodzi stworzeń, oraz jednego człowieka,
o nazwisku Wu Yi. Wu Yi twierdził, że jest jedynym pozostałym
przy życiu z pięcio-osobowej rodziny ponieważ tylko on umiał
pływać. Aczkolwiek nie było wiatru, przez całą noc ich łódź
płynęła po morzu {prawdopodobnie unoszona falami tsunami}.
Gdy się zbudzili następnego ranka słońce było już wysoko,
zaś ich łódź leżała na brzegu morskim jakiejś górzystej wyspy.
Po wyjściu na ląd Chou zbudował nową chatkę i wrócił do
zarobkowania drwalstwem."
Otóż kluczowym zdarzeniem dla wypełnienia się przepowiedni opisywanej w powyższej legendzie była zmiana koloru oczu lwów na czerwony. Jednak owa zmiana wcale nie nastąpiła tak jak byśmy się tego spodziewali po wypełniającej się przepowiedni, czyli w sposób samorzutny, cudowny, oraz spektakularny. Wręcz przeciwnie, nastąpiła ona cicho i niepozornie, zdawałoby się tylko dlatego ponieważ kilku obiboków którzy nie mieli niczego innego do czynienia postanowiło oczy te pomalować dla żartu. Oczywiście, owe obiboki nie wiedziały że sami są także jedną z maleńkich sprężynek w ogromnym mechaniźmie przepowiedni i że też mają oni swoją funkcję do wypełnienia. Tyle tylko że ich funkcja polegała na pomalowaniu dla żartu oczu lwów na czerwono, oraz na następnym umarciu bolesną śmiercią w falach tsunami, tak aby następne pokolenia otrzymały do zapamiętania kolejną lekcję moralną od Boga oraz aby miały poruszający przykład do opisywania innym.
Zaprezentowana
powyżej legenda moim osobistym zdaniem zawiera w sobie ważną
lekcję moralną na którą powinniśmy zwrócić uwagę. Lekcja ta
stwierdza, że "nawet najbardziej istotne i wielkie przepowiednie
wypełniają się poprzez niepozorne i zwykłe zdarzenia z codziennego
życia". W rezultacie wielu ludzi, którzy oczekują na ogniste pokazy
i nadprzyrodzone grzmoty, spodziewając się że tylko w taki sposób
bibilijna przepowiednia ma prawo sie wypełnić, może nawet nie zauważyć
że dana przepowiednia właśnie się wypełniła i to dosłownie na ich oczach.
Tak zupełnie na maryginesie, to powyższa legenda
przedziwnym zbiegiem okoliczności zawiera bardzo
wiele faktologicznych informacji na temat morderczego
tsunami wywoływanego technicznie przez eksplodowanie
wehikułu UFO. Przykładowo, opisuje ona ów unikalny
grzmot i ryk z jakim owo tsunami uderza. Zaistnienie
owego niezwykłego (ogłuszającego) ryku w momencie
uderzenia tsunami, opisywało wielu świadków którzy
przeżyli tsunami z dnia 26 grudnia 2004 roku (tj. tego
jakie zaistniało na obrzeżach Oceanu Indyjskiego i
jakie opisane jest na stronie
day26_pl.htm
dostępnej poprzez "Menu 1"). Inną równie faktologiczną
informacją zawartą w powyższej legendzie jest konieczność
budowania łodzi z dachem oraz konieczność wykonania
jej w dawnych czasach z nieabsorbującego wodę papieru
i z włokien roślinnych poklejonych klejem z mąki (krochmalu).
(Dzisiaj wykonalibyśmy ją z jakichś bardziej nowoczesnych,
chociaż równie twardych i silnych, materiałów.) Chodzi
bowiem o to, że tylko taka łódź z dachem wykonana
z ogromnie twardej skorupy, jaka m.in. może zostać
uformowana poprzez sklejenie jej korpusu z wodoodpornego
papieru i włokien posklejanych razem silnym klejem,
jest w stanie uchronić swoją zawartość przed gotującą
się wodą oraz przed zabójczymi odłamkami niesionymi przez
potężne tsunami. Przykładowo, w prasie malezyjskiej która
na początku stycznia 2005 roku opisywała relacje tych co
zdołali przeżyć tsunami z 26 grudnia 2004 roku, znajdował
się m.in. raport jednej z rodzin, która uratowała się
przed śmiercią tylko dlatego, że tuż przed uderzeniem
wody pełnej ostrych odłamków, która normalnie rozczłonkowywała
ofiary tsunami, oni powskakiwali do pustych drewnianych
beczek w których się pozamykali. Twarda skorupa tych beczek
uchroniła ich przed rozczłonkowaniem odłamkami, zaś zdolność
drewnianych beczek do pływania uchroniła ich przed utonięciem.
Moim osobistym zdaniem, powyższa "legenda" opisuje faktycznie
zdarzenie i faktycznie uratowanie się kogoś przed tsunami
jakie naprawdę zaistniało. Tyle że poprzez przekazywanie
tej historii z pokolenia na pokolenie nabrała ona formy
legendy. Ponadto,
owa nadprzyrodzona istota symulująca UFOnautę,
która
znała przyszłość
i dokładnie wiedziała co ma nastąpić, a która zapewne
występowała w oryginalnym zdarzeniu, albo udawała
mnicha buddyjskiego, albo też w kolejnych
powtórzeniach tej "legendy" wzięta została
za mnicha buddyjskiego.
#B2.
Dlaczego przepowiednie muszą się wypełniać w sposób nieodnotowywalny:
Dla mnie osobiście, a także zapewne i dla
wielu innych ludzi nawykłych do poszukiwania
odpowiedzi na nurtujące ich pytania, niezwykle
istotne staje się ustalenie skąd bierze się tak
duża rozbieżność pomiędzy naszymi wewnętrzymi
życzeniami aby bibilijne przepowiednie spełniały
się w sposób ognisty i spektakularny, a rzeczywistością
w której przepowiednie te wypełniają się skromnie,
naturalnie oraz w sposób niemal nieodnotowalny
przez nikogo. Moim zdaniem, rozbieżność owa
wynika z owego naturalnego mechanizmu, za
pośrednictwem jakiego przepowiednie są formułowane.
W mechaniźmie owym treść przepowiedni formułowana
jest bowiem przez zwykłych ludzi, a nie przez Boga
czy przez jakieś nadprzyrodzone istoty. Bóg jedynie
daje owym zwykłym ludziom wgląd do przyszłości.
(W dawnych czasach wgląd ten nazywano "wizjami".
Obecnie zaś nazywalibyśmy go zapewne np.
użyciem wehikułu czasu
aby chwilowo "przenieść się do przyszłości".)
Wgląd taki kiedyś otrzymywało wielu ludzi,
przykładowo jednym z nich był słynny Nostradamus.
Po zajrzeniu do przyszłości ludzie ci opisują
następnie to co tam widzieli. I tak powstaje przepowiednia.
Naturalnie, to co ludzie przygotowujący daną
przepowiednię zobaczyli kiedy przeniesieni
zostali do przyszłości, będą oni opisywali
własnymi słowami, oraz z użyciem terminologii
jaka dostępna była w ich czasach. Przeanalizujmy
więc teraz jak to praktycznie musiało wyglądać.
Wszakże taka analiza wyjaśni nam skąd się
bierze różnica pomiędzy spektakularnym
sposobem wypełniania się przepowiedni
jakiego się zwykle spodziewamy, a cichym
sposobem w jaki naprawdę przepowiednie
się wypełniaja. I tak przykładowo, Nostradamus
po przeniesieniu na pola bitwy z armią Hitlera
i zaobserwowaniu tam walczących czołgów,
musiał opisywać owe czołgi jako "żelazne wozy".
Wszakże znał tylko wozy. W jego czasach
czołgów jeszcze nie wymyślono. Z kolei jakiś
starożytny Izraelita przeniesiony do naszych
czasów opisywał "personalny seryjny numer
identyfikacyjny" narzucony ludziom przez
polityków i wymagany przy praktycznie
każdej formalności, jako tzw. "liczbę Bestii".
Jeszcze ktoś inny, po przybyciu do czasów
przyszłych, zaobserwował np. że wehikuły
czasu, opisywane na stronie internetowej
immortality_pl.htm - o nieśmiertelności i życiu bez końca,
pozwalają na przywrócenie do życia ludzi
którzy wcześniej już umarli. W swoim opisie
przepowiedni stwierdził więc np., że nadejdzie
kiedyś taki dzień, że "umarli powstaną z grobów".
* * *
Oczywiście, wszystko powyższe to tylko
moje osobiste wyobrażenia jak owo
przygotowywanie przepowiedni mogło wyglądać.
Jak naprawdę ono wyglądało, tego faktycznie
nie wiemy. Niemniej analizy podobne do
powyższych pozwalają nam zrozumieć,
że poza przepowiedniami wcale nie ukrywa
się, ani nie ma prawa się ukrywać, precyzyjny
opis wykonany przez kogoś, komu znana
jest terminologia, warunki życia, oraz sytuacja
przyszłości, czyli opis który należałoby brać
całkowicie dosłownie. Raczej są one opisywane
pojęciami znanymi dawnym ludziom którzy
je przygotowali. Stąd są one alegoryczne.
Aby zaś wiedzieć kiedy i jak dane przepowiednie
się wypełniają, my musimy je najpierw zinterpretować
na nasz obecny język, pojęcia i sytuację.
Kiedy zaś nauczymy się takiego interpretowania,
wówczas ze zdumieniem odkryjemy, że nic
co istotnego spotyka ludzkość, wcale nie
zdarza się całkowicie niespodziewanie.
Wszystko jest nam w jakiś sposób z góry
zapowiadane. Z kolei owa nadrzędna istota
wszechświata którą zwykle nazywamy Bogiem
(filozofia totalizmu
nazywa Ją "wszechświatowym intelektem"),
nie zadawałaby sobie trudu zapowiadania
nam tego co nadchodzi, gdyby nie zamierzała
potem jakoś następstw owej swojej zapowiedzi
uwzględniać w następnych działaniach.
Według zaś moich dociekań, istota ta
używa przepowiedni aby kształtować
następstwa tego co nieuchronnie nadchodzi,
jako zależne od naszej reakcji na daną
zapowiedź! To zaś prowadzi mnie do
głównej tezy niniejszej strony. Mianowicie
teza ta stwierdza co następuje.
Warto zwracać uwagę na treść przepowiedni.
Warto też starać się zrozumieć przed czym
dokładnie starają się one nas ostrzec oraz
co powinniśmy czynić aby zminimalizować
zło jakie z tego tytułu wyniknie. Od naszej
bowiem reakcji na owe przepowiednie zależy
jak owo nadchodzące zło nas dotknie,
oraz jak wpłynie ono na nasze przyszłe losy!
Część #C:
"Liczba Bestii":
#C1.
Jak owa "liczba bestii" z Apokalipsy nam się właśnie ujawnia:
Myśli jakimi chcę się tutaj podzielić sprowokowane
zostały kłopotami w jakie wpadłem na jakiś czas
począwszy od 2004 roku, ponieważ nie potrafiłem
wówczas podać urzędnikom jakiejś liczby, która
według mojego zrozumienia jest moją "liczbą Bestii".
Tak! Właśnie ową "liczbą Bestii" która opisana jest
w Biblii, w księdze "Apokalipsa, 13:16-18", gdzie
na jej temat napisane są m.in. słowa: "I sprawia,
że wszyscy, mali i wielcy, bogaci i biedni,
wolni i niewolnicy, otrzymują znamię na
prawą rekę lub na czoło i że nikt nie może
kupić ni sprzedać, kto nie ma znamienia -
imienia bestii lub liczby jej imienia. Tu jest
[potrzebna] mądrość. Kto ma rozum, niech
liczbę Bestii przeliczy: liczba ta bowiem
człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt
sześć." Otóż zgodnie z Biblią, w czasach na
krótko przed najważniejszym przełomem w
dziejach Ziemi, liczbę tą otrzyma każdy człowiek
na Ziemi i będzie musiał ją okazywać przy
niemal każdej okazji. Stanie się ona absolutnie
konieczna dla zrealizowania praktycznie
dowolnej działalności. Nawet zakup zwykłego
chleba nie będzie możliwy bez jej posiadania.
Jak się okazuje, kiedyś ja właśnie miałem
poważne kłopoty, ponieważ ciągle nie
potrafiłem wówczas wylegitymować się
posiadaniem owej liczby. To m.in. owe
kłopoty stały się im pulsem do podjęcia
pisania m.in. niniejszej strony. W Polsce
nazwali ją słowem który dla mojego ucha
brzmiał wtedy jak "PESEL". Jednak już
wówczas miały ją także i inne kraje. Wielu
zapewne słyszało jak ona tam się nazywa.
(Przykładowo, rozważ tzw. "social security
number" z USA, czy tzw. "IRD" z Nowej
Zelandii.) Wszakże Polska była jednym
z ostatnich uprzemysłowionych krajów
który liczę tą wprowadził do powszechnego
użycia. Tamte moje trudności z ową "liczbą Bestii"
zaczęły się latem 2004 roku, kiedy na krótko
przyleciałem do Polski. Mój paszport właśnie
był bliski końca swojej ważności, chciałem
więc go wówczas odnowić. Aby jednak otrzymać
nowy paszport, wymagane było ode mnie
abym podał jaka jest moja "liczba Bestii".
Oczywiście ja jej nie znałem, bowiem aby
ją poznać trzeba mieć dowód osobisty,
którego ja nie mam – wszakże od ponad
20 lat mieszkam na stałe poza granicami
Polski. Spróbowałem więc czy mogę wyrobić
sobie ów dowód, który umożliwiłby mi jej
poznanie. Okazało się, że dla niego też
trzeba znać swoją "liczbę Bestii". Aby zaś
ją poznać, trzeba było być gdzieś zameldowanym.
Ja zas nie jestem zameldowanym, bo
przecież nie mieszkam w Polsce. Kółko
się więc zamknęło. Kiedy odleciałem z
Polski, spróbowałem czy da się otrzymać
paszport w jakiejś naszej placówce konsularnej.
Odpowiedziano mi że tak – ale warunkiem
jest że muszę przedłożyć w tym celu mój
numer "PESEL". Aby zaś go przedłożyć,
najpierw trzeba go otrzymać, co w moich
warunkach wymagało udania się do Polski,
zameldowania się, oraz wypełnienia jakichś
innych warunków plus formalności jakie
nawet nie były mi znane. Czyli dla mnie
błędne koło się zatrzasnęło. Nie miałem
"liczby Bestii", już więc wkróce potem nie
byłbym w stanie kupić w Polsce nawet
chleba, bowiem aby go kupić musiałbym
mieć ważny paszport czy dowód osobisty
aby najpierw być w stanie do Polski przylecieć
(wszakże na "cudzoziemski" paszport
jakoś mi nie wypada wracać do macierzystego
kraju).
Na szczęście dla mnie, w króki czas po opublikowaniu
powyższej części niniejszej strony internetowej,
specjalnie dla ludzi takich jak ja otwarto możliwość
wyrobienia sobie owej "liczby Bestii" za pośrednictwem
polskich placówek konsularnych. (Być może,
że opublikowanie niniejszej strony w internecie
jakoś się temu otwarciu przysłużyło.) Ja oczywiście
natychmiast skorzystałem z tej możliwości,
tak że pod koniec 2005 roku miałem już swoją
własną "liczbę Bestii", a także nowy polski paszport.
Dzięki jej wyrobieniu dla siebie, już teraz mogę
więc ponownie polecieć do Polski. Jeśli zaś zechcę
będzie mi tam też wolno zakupić sobie chleba.
#C2.
Dlaczego "liczba bestii" jest dla nas znakiem i potwierdzeniem że właśnie na Ziemię nadeszły czasy wypełniania się bibilijnych przepowiedni:
Co mnie zastanawia w "liczbie bestii", to że
niezależnie od kraju na świecie, wszędzie
w początkowej swojej formie ma ona dokładnie
taki sam format. Znaczy wszędzie zaczyna się
ona od daty urodzenia danego delikwenta
(tj. rok, miesiąc, dzień), po której to dacie
następuje jakis numer. Taki przy tym charakter
liczba ta ma nie tylko w krajach chrześcijańskich,
jak np. Polska (tzw. "PESEL"),
ale również w krajach muzułmańskich, jak np.
Malezja (tzw. "IC"). Najwyraźniej owa "bestia"
która narzuca ludziom ten numer, ma charakter
ponadrządowy, skoro potrafi obejmować
swoimi mackami cały szereg odmiennych
krajów świata narzucając im wszystkim taki
sam system numerowania ludzi! Ciekawe
byłoby odkrycie jaki jest format numeru
który każdy z nas nosi we wnętrzu owego
"implantu identyfikacyjnego" wprowadzanego
nam do kości piszczela w nodze, zdjęcie
po którym pokazane jest na początku strony o
UFOnautach?
W ostatnich czasach w wielu krajach na świecie
powstały nawet najróżniejsze organizacje które
postawiły sobie za cel walczenie z posunięciami
swoich rządów typu owa "liczba Bestii", tj. nastawionymi
na stopniowe wyerodowanie ludzkich swobód
obywatelskich. Jest to jednak beznadziejna walka.
Kroczek po kroczku owa niewidzialna "Bestia"
zakuwa nas w kajdany coraz ciaśniejszych
przepisów, wymagań, oraz państwowej kontroli.
W ten sposób z relatywnie wolnych obywateli
zamienia nas w niewolników swojego własnego
kraju. Jak daleko owo zakuwanie w kajdany
naprawdę już zaszło, tego się dowiadujemy
kiedy uważnie się rozglądniemy dookoła.
Jakiś pogląd jak owa sytuacja naprawdę
wygląda, daje przeczytanie totaliztycznej
strony internetowej o nazwie
lepsza ludzkość
w której starałem się wskazać sposoby
naprawienia naszej sytuacji wskazywane
nam przez filozofię
totalizmu.
Sprawa owej "liczby Bestii" ostatnio bez
przerwy zaprzątuje moje myśli. Jest to
wszakże ostatnie brakujące nam ogniwo
aby sobie uświadomić, że naprawdę żyjemy
właśnie w latach tuż przed wypełnieniem się
bibilijnych przepowiedni. Kto by więc pomyślał
że tak ogromny honor spotka właśnie
nasze pokolenie. Tyle bogobojnych pokoleń
ludzi żyło na Ziemi przed nami, zaczytując
się w Biblii, wierząc w każde jej słowo,
oraz wyglądając nadejścia owych czasów
wypełnienia się bibilijnych przepowiedni.
A jak na złość, przepowiednie owe dla nich
się nie wypełniły. Tymczasem nasze obecnie
pokolenie w swej większości ani nie czyta
Biblii, ani nie wierzy w jej słowa, a to właśnie
jemu przychodzi żyć w owych niezwykle
istotnych czasach. Czasy te zapowiada też
wszystko dookoła nas. Jeśli popatrzeć na
wiadomości w telewizji, to od dawna naszą
Ziemię tratują już "Jeźdźcy Apokalipsy" -
patrz punkt #J1 poniżej. Wszakże ostatnie
huragany,
tornada,
deszcze,
obsuwiska ziemi,
wybuchy wulkanów, trzęsienia ziemi,
fale tsunami,
zawalenia się dachów hal,
ataki szarańczy prawie na każdym kontynencie,
mnożące się mordercze choroby, wszystko to
sprawka owych "Jeźdźców Apokalipsy". Również,
dokładnie tak jak Biblia to przepowiedziała, na świecie
panoszy się bezprawie i niemoralność.
Mamy też już "liczbę Bestii" wskazywaną
powyżej w punkcie #C1. Zgodnie z najróżniejszymi
znakami na niebie i Ziemi, jakie opisałem w punktach
#G2 i #G1 tej strony (a także w podrozdziale A4
monografii [1/4],
oraz w podrozdziale L4
drugiego wydania monografii [8e/2] "Totalizm"),
od początka 1999 roku na Ziemi prawdopodobnie działa
również Drugi Jezus. Tyle, że aby ponownie
NIE został ukrzyżowany przez wszechmocnych
heretyków, najwyraźniej tym razem przybył On
"jak złodziej" i zmuszony jest aby działać wyłącznie
z ukrycia - co zresztą Biblia też przepowiedziała.
(Materiał dowodowy potwierdzający już obecną
działalność Drugiego Jezusa na Ziemi obejmuje
m.in. cudowne objawienia z Christchurch
oraz z Borneo - opisane w punktach #G2
i #G1 z dalszej części tej strony.) Jedyne
co nam ciągle brakuje aby przepowiednie z
Biblii dopełniły sie w całej swojej rozciągłości,
to aby na Ziemię przybył
Antychryst
oraz przejął władzę polityczną nad ludźmi.
Jednak nawet i JEGO niektórzy już zapowiadają,
że podobno ma zejść na Ziemię w relatywnie
bliskiej przyszłości. Ma nim być jakaś istota która
będzie wyglądała jak Jezus ze świętych obrazków,
która będzie zdolna do wyczyniania tricków nawet
większych niż te wypracowane przez naszego
doskonałego magika Davida Copperfielda, która
jednak niemal doprowadzi ludzkość do zguby.
(Faktycznie to pod koniec 2005 roku w Nepalu
pojawiła się dziwna istota, która może być właśnie
nim. Istota ta opisana jest na stronie internetowej
angelfire.com/psy/antichrist.)
Część #D:
"Język niemiecki będzie panował na ziemi słowiańskich Prusów przez tak długo,
przez jak długo ziemie te są nadzorowane przez Krzyżacką Madonnę":
#D1.
Przepowiednia o Krzyżackiej Madonnie już raz się wypełniła:
W niszy kościoła zamkowego z Malborka
kiedyś stała ogromna figura Krzyżackiej
Madonny. Do figury tej przywiązana była
prastara przepowiednia stwierdzająca że
przez aż tak długo jak figura ta będzie
nadzorowała ziemie Prusów, na ziemiach
tych będzie panował język niemiecki.
(Odnotuj że Prusowie to plemiona Słowian
żyjących w północno-wschodniej Polsce.
Zostali oni anihilowani przez Krzyżaków.)
Dotychczas owa przepowiednia już raz
się wypełniła. Wszakże język niemiecki
przestał panować na tych ziemiach zaraz
po tym jak po ogromnie tajemniczej i dotychczas
niewyjaśnionej eksplozji zaszłej w ostatniej
fazie Drugiej Wojny Światowej, ów kościół
zamkowy, razem z tą krzyżacką figurą,
zostali zmieceni z powierzchni ziemi.
Więcej na temat tej starej krzyżackiej figury i
przepowiedni do niej przywiązanej można sobie
poczytać w "części B" (np. patrz tam punkt #B1)
z totaliztycznej strony
malbork.htm - o tajemnicach i ciekawostkach zamku krzyżackiego w Malborku.
Fot. #D1abc:
Oto stare fotografie figury malborskiej Madonny
ze stiuku (tj. sztucznego kamienia). Na temat
tego posągu istnieje stara przepowiednia stwierdzająca
że na ziemiach Prusów które posąg ten nadzoruje
będzie przez tak długo panował język niemiecki
przez jak długo posąg ten patrzy na owe ziemie.
Przepowiednia ta raz już się wypełniła.
Jak wiemy posąg ten uległ zniszczeniu
w końcowym okresie Drugiej Wojny Światowej.
Równocześnie zaniknął język niemiecki
na ziemiach Prusów które ten Krzyżacki
posąg nadzorował. Jednak w 2007 roku
grupa Polaków zorganizowana w fundację
o nazwie
Mater Dei
jednostronnie postanowiła dać nam poznać
czy przepowiednia ta wypełni się ponownie.
Grupa ta podjęła bowiem energiczne działania
aby posąg ten odrestaurować. Dlatego już
wkrótce będziemy mieli okazję się przekonać,
czy po odrestaurowaniu posągu przywrócona
też zostanie moc przepowiedni przywiązanej
do niego. Znaczy, czy język niemiecki powróci
na ziemie doglądane przez ów posąg.
Jak widać z powych fotografii, posąg tej Madonny został zamodelowany w ustawieniu
reprezentującym expansję i kontrolę nad ziemiami których posąg ten doglądał. Stąd
doskonale symbolizował on intencje Krzyżaków jacy go wystawili, wzmacniając swoimi
nadprzyrodzonymi mocami agresywne działania owych Krzyżaków. Jeśli więc ten proroczy
posąg zostanie odrestaurowany w dzisiejszych czasach, jego ekspansywna i złowroga
postawa powinna być celowo zmieniona (tak jak
filozofia totalizmu
a także chińska wiedza o
feng shui
nam to doradza).
Więcej na temat starej przepowiedni przywiązanej do owego krzyżackiego posągu
można sobie poczytać w "części B" (np. patrz tam punkt #B1) z totaliztycznej strony
malbork.htm - o tajemnicach i ciekawostkach zamku krzyżackiego w Malborku,
(Kliknij na wybraną fotografię jeśli zechcesz ją powiększyć.)
(a) Lewa fotografia pochodzi
z widokowki datowanej w latach 1930-tych.
Była ona publikowana przez Alberta
Frisch z Berlina. Pokazuje głowę
owej figury, ze Świętym Dzieciątkiem
siedzącym na ręku. Po więcej
danych na jej temat patrz strony internetowe
zamek.malbork.com.pl,
zamek.malbork.pl, oraz
przewodnicy.com.
(b) Środkowa fotografia faktycznie
jest jedną klatką zaczerpniętą ze starego
niemieckiego filmu o tytule "Land an der Weichsel"
w reżyserii von Caengel, z 1943 roku.
Ogromnie interesujące jest, że zarówno
"Matka Boska" z owej figury, jak i dzieciątko,
posiadały charakterystyczne "trójkątne
twarze" oraz "pośladko-podbne" wybrzuszenia
na brodzie - czyli cechy anatomiczne
które są typowe dla UFOnautów - co
wyjaśnia dokładniej podpis pod ilustracją
"Rys. 2" ze strony internetowej
ufo_pl.htm,
oraz podpis pod "Fot. #1" ze strony internetowej
antichrist_pl.htm.
Wygląda więc na to, że powyższa figura
powstała ponieważ kiedyś jakaś UFOnautka
podszyła się pod Matkę Boską i Jezusa.
(c) Prawa fotografia pochodzi z niemieckiej
tzw. "Serii Wojennej". Była ona publikowana
przez Deutsche Kunstverlag z Berlina około
1940 roku. Pokazuje ona cały posąg Matki
Boskiej razem z wnęką w murze kościoła w
której figura ta była ustawiona.
* * *
Zauważ że można zobaczyć powiększenie
każdej fotografii z niniejszej strony internetowej, poprzez zwykłe kliknięcie
na tą fotografię. Ponadto większość wyszukiwarek jakie obecnie są w użyciu,
włączając w to także popularny "Internet Explorer", pozwala również na
załadowanie każdej ilustracji do swojego
własnego komputera, gdzie można jej się do woli przyglądać, gdzie daje się ją
redukować lub powiększać, a także drukować, za pomocą posiadanego przez
siebie software graficznego.
#D2.
Wkrótce wszyscy będziemy mieli możność zaobserwowania czy przepowiednia o Krzyżackiej Madonnie ponownie się wypełni:
W 2007 roku grupa Polaków zjednoczona
w fundację
Mater Dei
ochotniczo podjęła jednostronną decyzję
odbudowy owej krzyżackiej figury - patrz
podpis pod "Rys. #D1" powyżej. Mi
osobiście działania tej grupy przypominają
trochę wykrzykiwania starożytnych Izraelitów
w chwili sądzenia Jezusa - kiedy to owi
Izraelici ochotniczo przyjęli na siebie i
na swoich potomków następstwa rozlania
krwi Jezusa (patrz
Biblia,
Ewangelia Św. Mateusza 27:25 - "A cały
lud zawołal: 'Krew Jego na nas i na dzieci
nasze'.").
Oczywiście, po odbudowaniu owej figury już wkrótce
wszyscy będziemy mieli okazję zaobserwować,
czy przepowiednia przywiązana do tej
krzyżackiej figury ponownie się wypełni -
tj. czy język niemiecki ponownie wróci
na słowiańskie ziemie pradawnych Prusów.
Nie trzeba zaś być prorokiem aby przewidzieć,
że jeśli język ten faktycznie tam powróci
napędzany zbudzoną ze snu mocą złej
nadprzyrodzoności, wówczas praktycznie
będzie to oznaczało koniec pokoju i stabilności
nie tylko dla Polski, ale również i dla całej
Europy, oraz nadejście na Ziemię ponownego
okresu niepokojów, zmagań, walki, wojen
i codziennej zmory dla zwykłych ludzi.
Wszakże nie istnieje takie coś jak "miejscowe
problemy" ze środka Europy. "Lokalne
problemy Europy" zawsze potem okazują
się być problemami całego świata - jako
że ich następstwa dotykają wszystkich
mieszkańców Ziemi.
#D3.
Zamiast
inkarnować duszę
wrogiej Polakom krzyżackiej Madonny
z nawykami średniowiecza, bardziej
racjonalne byłoby zbudowanie nowej
Madonny która otrzymałaby nową
duszę o już przyjaznym nastawieniu do Polaków:
Na odrębnej stronie internetowej o nazwie
soul_proof_pl.htm
wyjaśnione zostało że każdy obiekt fizyczny
posiada inteligentną tzw. "duszę". Owa zaś
dusza ma swoją osobowość, nawyki, pamięć,
historię, itp., które stara się urzeczywistniać
poprzez obiekt fizyczny w którym rezyduje.
W przypadku Madonny z Malborka jej dusza
była wrogo nastawiona do Polaków. Stąd
odrestaurowanie tamtej Madonny spowoduje
powrót (albo inkarnowanie się) do niej
tamtej wrogo nastawionej do Polaków duszy
o średniowiecznych nawykach. To zaś
oznacza nawrót poważnych problemów
do całego regionu - a więc też i do reszty
Europy. Dlatego znacznie racjonalniejszym
wyjściem wydawało się zaprojektowanie
zupełnie nowej Madonny - tak jak to wyjaśniłem
w punkcie #B6 na stronie
malbork.htm.
Taka nowa Madonna otrzymałaby wszakże nową
duszę -
która byłaby już przychylnie i przyjaźnie
nastawiona do swoich twórców, czyli do
Polaków.
Część #E:
"Iskra wyjdzie z Polski":
#E1.
Stara polska przepowiednia stwierdzała że "iskra wyjdzie z Polski":
Prawdopodobnie najpowszechniej znaną
zapowiedzią wszechogarniającej transformacji
która zwolna nadchodzi na Ziemię, jest
stara polska przepowiednia stwierdzająca
że "iskra wyjdzie z Polski". Przepowiednia
ta bezpośrednio łączy nadchodzące zmiany
w ludzkich poglądach z czymś co rodzi się
w Polsce - jak ja wierzę, z formowaniem się
filozofii totalizmu.
Ten bezpośredni związek pomiędzy starą
przepowiednią oraz nową filozofią totalizmu
może być wydedukowana z użycia słów w
owej przepowiedni. Mianowicie, przepowiednia
ta używa słowo "iskra", a nie np. słowa "wódz",
czy "obrońca", czy "wyzwoliciel", czy "huragan",
czy "wierzchowiec", czy "statek", itp. Z kolei
wiemy że słowo "iskra" jest zawsze zaczątkiem
"płomienia" i "światła". Z drugiej strony ów
"płomień" albo "światło" zawsze są przywiązywane
do wiedzy oraz do "oświecenia" intelektualnego -
znaczy do lepszego, nowszego, bardziej prawdziwego
i bardziej poprawnego zrozumienia świata.
To dlatego stwierdzenie "iskra wyjdzie z Polski"
referuje do ziarna rewolucyjnych zmian w filozofii,
naukach, oraz religiach całej ludzkości, jakie
właśnie nadchodzą na Ziemię. Stąd owa
przepowiednia doskonale pasuje do roli jaką
spełnia
"totalizm"
opisywany w tomach 1 do 3
monografii [8p/2],
a także idealnie potwierdza rolę jaką wypełnia
teoria wszystkiego
nazywająca się
Konceptem Dipolarnej Grawitacji,
a opisywana w tomach 4, 5 i 6
monografii [8p/2].
Po przykład owych wierzeń w przepowiednię że
"iskra wyjdzie z Polski" patrz następujące słowa
które wyrażają jej esencję: "ku zdumieniu wszystkich
narodów świata z Polski wyjdzie nadzieja udręczonej
ludzkości" - powtórzone ze strony 29 książki [1#E1]
pióra Jana Kwaśniewskiego i Marka Chylińskiego,
"Dieta Optymalna", drugie wydanie, Prasa Śląska,
Katowice, Polska, 1997 rok.
Część #F:
"Polski papież, czarny papież, potem koniec chrześcijaństwa" (a początek nowej wiary):
#F1.
Co pół wieku temu starzy ludzie powiadali na temat przyszłych papieży:
W czasach mojego dzieciństwa, czyli ponad
pół wieku temu, nie było jeszcze telewizorów.
Ulubioną więc rozrywką podczas długich
zimowych wieczorów, były wówczas opowiadania
starszych wiekiem ludzi. Sporą zaś częścią
owych opowiadań były najróżniejsze
stwierdzenia na temat przyszłości.
Owi starsi ludzie stwierdzenia te nazywali "przepowiedniami".
W przeciwieństwie jednak do przepowiedni które możemy
poznać z dzisiejszych książek, tamte "ludowe przepowiednie"
opisywały jedynie co ma nastąpić w przyszłości i
nigdy nie podawały skąd dokładnie zawarta w nich wiedza
się wywodzi. Stąd bardziej reprezentowały one sobą zbiorową
wiedzę ludową czy rodzaj "folklorystycznej intuicji" narodu,
niż typową dobrze udokumentowaną przepowiednię wywodzącą
się z jakiegoś konkretnego źródła. Ja osobiście jednak bardziej
wierzę w takie "intuicyjne przepowiednie narodu" niż w proroctwa
pojedyńczych ludzi. Reprezentują one wszakże wypadkową
z odbioru przyszłości przez ogromną zbiorowość ludzką. Jako
takie są one bardziej konkretne od proroctw pojedyńczych ludzi.
Zwykle też wypełniają się w dokładnie tej samej formie w jakiej
zostały przepowiedziane. (Natomiast proroctwa pojedyńczych
ludzi zwykle są symboliczne i wymagają przeinterpretowania.)
W okolicznościach
kiedy aktualizowałem niniejszą stronę w dniu 3 kwietnia 2005 roku
(czyli w jeden dzień po śmierci 264-go Papieża, Polaka, Jana Pawła
II), wielu z nas chciało się dowiedzieć, co owe opowieści starych
ludzi stwierdzały pół wieku temu na temat przyszłych papieży.
Wszakże jest oczywistym, że spora ich część dotyczyła właśnie
tego tematu. Oto więc spisane tutaj to co ciągle pamiętałem
na ów temat. (Odnotuj, że dalsze informacje na temat tej samej
przepowiedni zawarte są na odrębnej stronie internetowej o
świeckim zrozumieniu
Boga.)
Z tego co zapamiętałem ze swego dzieciństwa,
najpowszechniej powtarzana z owych "ludowych
przepowiedni" na temat przyszłych papieży
stwierdzała co następuje (powtarzam ją tutaj w
terminologii używanej w owych czasach).
"Najpierw przyjdzie polski papież, potem
przyjdzie czarny papież, zaś po czarnym
papieżu przyjdzie już koniec chrześcijaństwa."
(Przez wyrażenie "czarny papież" przepowiednie
owe wyraźnie rozumiały papieża o czarnej karnacji
skóry - tj. zdecydowanie czarnego murzyna
wywodzącego się z Afryki, a nie przypadkiem
kogoś o lekko "oliwkowej" karnacji skóry.)
Ciekawe w powyższej "ludowej przepowiedni"
jest to, że ją powtarzano w takiej właśnie formie
już kilkadziesiąt lat wcześniej zanim w dniu
16 października 1978 roku Polak, Karol Józef Wojtyła,
stał się 264-tym Papieżem, Janem Pawłem II.
W tamtych zaś czasach, sytuacja na świecie
była taka że NIKT wówczas nawet nie marzył
aby polski papież w najbliższej przyszłości
mógł zasiąść w stolicy apostolskiej. Szokująco
dla mnie, wypełnienie się pierwszej połowy owej
przepowiedni nastąpiło ciągle w czasokresie mojego
życia. Byłbym więc wysoce ciekaw aby się dowiedzieć,
czy druga część tej samej przepowiedni także
już wkrótce się wypełni.
Czego, niestety, nie pamiętałem z owych dawnych
opowieści ludowych, to czy ów "czarny papież"
miał przyjść zaraz po "polskim papieżu", czy też
miał być jeszcze jakiś (lub jacyś) pośredni papież
pomiędzy nimi. Jednak ta moja wątpliwość zdawała
się być rozstrzygnięta około godziny 6:05 wieczorem
(czasu rzymskiego), we wtorek, dnia 19 kwietnia
2005 roku, kiedy to niemiecki Kardynał Dr Joseph
Ratzinger wybrany został na 265-go Papieża,
Benedykta XVI. Wszakże obecny papież jest rasy
europejskiej. Czy jednak z całą pewnością NIE
nadszedł jeszcze czas na wypełnienie się całej
przepowiedni o "czarnym papieżu" murzynie?
Znaczy, czy nasza planeta faktycznie nie została
jeszcze przygotowana do zakończenia się ery
chrześcijaństwa i do nadejścia następnej ery,
oraz czy pomiędzy "polskim papieżem" oraz "czarnym
papieżem", Boski plan dla Ziemi ciągle mają realizować
zesłani nam przez Boga papieże pośredni?
Przy szukaniu odpowiedzi na powyższe pytania
warto też zwrócić uwagę, że czasami w
sytuacjach kiedy treść przepowiedni
powodowałaby zmiany zachowań ludzi
(a tym samym zakłócenia w wypełnianiu
się przepowiedni), dla lepszego ukrycia
swej treści przepowiedna może referować
NIE bezpośrednio do ludzi, a do symboli
które ludzi tych reprezentują. W takim
świetle dosyć intrygujący staje się herb
obecnego papieża, Benedykta XVI.
(W dniu 8 kwietnia 2006 roku ten herb
Benedykta XVI można było oglądać
na stronie internetowej
misje.gdansk.franciszkanie.pl/Benedykt%20XVI.html.)
Wszakże na
herbie dzisiejszego papieża, w jego
lewym-górnym rogu, widnieje ukoronowana
głowa murzyna - patrz "Rys. #F1"
poniżej. Głowa ta pojawia się od XIV wieku
w biskupim herbie diecezji Fryzyngi, który
to biskupi herb ojciec święty Benedykt XVI
ciągle zachowuje. (Spotkałem twierdzenie,
że głowa ta była obecna w herbie Fryzyngi
już w 1316 roku.) Intrygujący jest przy tym
NIE tylko sam fakt obecności owej głowy
murzyna w herbie papieża który przyszedł
zaraz po "polskim papieżu", ale także nazwa
tej głowy. Owa "głowa murzyna" z herbu
obecnego papieża znana jest bowiem pod
dwoma odmiennymi nazwami, tj. pod nazwą
(1) "Moor of Freising" - co daje się prosto
przetłumaczyć na dzisiejszy język jako
"Murzyn z Fryzyngi", oraz pod nazwą (2)
"Caput Ethiopicum" - które to wyrażenie
faktycznie ma aż dwa wymowne tłumaczenia
na dzisiejszy język. Pierwsze tłumaczenie
wyrażenia "Caput Ethiopicum" na dzisiejszy
język oznacza "Głowa Murzyna" - co
wyraźnie referuje do pozycji nosiciela
tego herbu jako do "czarnej głowy", czyli
do "przywódcy murzyna". Drugie jednak
tłumaczenie tej nazwy jest jeszcze bardziej
dziwne. Mianowicie wyrażenie "Caput Ethiopicum"
daje się też tłumaczeć jako "Upadek Pierwotnego
Chrześcijaństwa". Chodzi bowiem o to, że słowo
"caput" przenosi też znaczenie "upadek" rozumiany
w sensie "zakończenia", "zrujnowania" czy "zepsucia
się". Z kolei słowo "ethiopicum" w dawnych czasach
oznaczało też "pierwotną wersję chrześcijaństwa"
która oryginalnie upowszechniła się na obszarze
dzisiejszej Etiopii. W sumie więc, powyższe nakłania
aby szczegółnie uważnie śledzić co w dzisiejszych
czasach dzieje się z chrześcijaństwem jako całością.
Rys. #F1: Przykłady stron internetowych na których
czytelnik może oglądnąć sobie herb Ratzingera - tj.
obecnego papieża Benedykta XVI. (Aby zobaczyć
ów herb wystarczy kliknąć na dowolny z powyższych
adresów, potem zaś poszukać herbu na stronie która
się otworzy - adresy te były testowane w lutym 2009
roku.) Herb ten zaś warto oglądnąć. Wszakże w jego
górnym lewym rogu widoczna jest "głowa murzyna".
Tymczasem stara polska przepowiednia stwierdzała,
że "najpierw będzie polski papież, potem będzie czarny
papież, a potem będzie już koniec chrześcijaństwa" (tj.
koniec dotychczasowego wydania tej religii - znaczy koniec
rozumiany jako "początek nowego" a nie jako "koniec
wszystkiego"). Szokująco, owa przepowiednia była
znana na wiele lat przedtem zanim Polak wybrany
został na papieża. Ciekawe więc czy murzyn widoczny
na herbie Ratzingera jest rodzajem dyskretnego znaku
od Boga, że tamta stara polska przepowiednia wypełnia
się właśnie teraz? Wszakże przepowiednia nie zawsze
musi być dosłowna - czyżby więc Bóg dyskretnie ją
zaszyfrował do herbu obecnego papieża?
Co ciekawsze, jak to wyjaśniono w punktach
#F3 i #F4 poniżej, ów "koniec chrześcijaństwa"
dawniej był interpretowany w zrozumieniu "początku
czegoś nowego" - czyli jako rodzaj drastycznej
transformacji filozoficznej instytucji religijnych, a nie
jako upadek wiary w Boga i upadek religii. Czyli miał
to być tylko koniec starej ery "wiary w Boga"
połączony z równoczesnym rozpoczęciem
nowej ery np. "wiedzy o Bogu". Taki zaś
"początek nowego" miałby już miejsce gdyby
w wierzeniach ludzi nastąpiły trzy niewielkie
transformacje, przykładowo: (1) religie
adoptowałyby nowe fandamenty naukowe
w rodzaju tych dostarczanych im przez
Koncept Dipolarnej Grawitacji -
który naukowo opisuje Boga w
sposób jaki pozostaje konsystentny z
Biblią
i z innymi świętymi księgami (czyli jaki wcale
NIE jest sprzeczny z chrześcijaństwem chociaż
dostarcza on odmiennych od dotychczasowych
interpetacji świętych ksiąg, które to interpretacje
bazują na najnowszych ideach takich jak "płynny
komputer" czyli "przeciw-materia", jak "słowo"
czyli "informacja" czyli "program", itp. - po
przykłady tego nowego opisu Boga patrz tomy 6 i 5 monografii
[8/2] "Totalizm"),
(2) religie zaczęłyby akceptować prawo Boga
do zróżnicowanego manifestowania się w
każdej odmiennej kulturze, oraz (3) obecny
celibat i preferowanie mężczyzn zostałyby
zarzucone przez kapłanów i instytucje religijne.
Aczkolwiek pod względem swego charakteru
zmiany te byłyby tylko "kosmetycznej natury",
pod względem swych następstw okazałyby się
one rewolucyjne. Przykładowo, jednym z ich
następstw byłoby że wszystkie religie przestałyby
być oddzielnymi religiami, a stałyby się zjednoczoną
formą propagowania wiedzy o Bogu i bliskości do Boga.
Przepowiednia polski papież, czarny papież,
koniec chrześcijaństwa, jest także omawiana
w podrozdziale M2 z tomu 8 w drugim wydaniu monografii
[8/2] "Totalizm".
#F2.
Ta sama przepowiednia (o "końcu chrześcijaństwa") z innych źródeł:
Istotną cechą prawdy jest to, że w takiej
samej treści zwykle wyłania się ona aż z
całego szeregu odmiennych źródeł. Dlatego
też dawno temu bo w 2005 roku, tj. w
krótki czas po napisaniu i udostępnieniu
innym niniejszej strony z przepowiedniami
zasłyszanymi w czasach mojego dzieciństwa,
jeden z czytelników uzupełnił je dodatkowymi
danymi. Zanim jednak dane te zacytuję z jego
emaila, chciałbym tutaj zwrócić uwagę na fakt,
że np. na stronie internetowej wskazywanej
poniżej w emailu tego czytelnika, dwóch
ostatnich papieży (tj. "Gloria Olivae" oraz
"Petrus Romanus") uważa się za jedną i tą
samą osobę. Ponadto warto też odnotować,
że poniższy wykaz zawiera o około 100 papieży mniej niż było
ich w rzeczywistości (czyli że pomiędzy historycznie przełomowymi
papieżami jacy są wymienieni na owej liście, wybierani też byli
papieże którzy nie spowodowali żadnego istotnego zwrotu w historii
ludzkości czy chrześcijaństwa). Oto owe dodatkowe dane dosłane
przez jednego z czytelników stron internetowych totalizmu - cytuję
"słowo w słowo" z emaila tego czytelnika:
W kwestii przepowiedni
orientuję się nieco lepiej niż w kwestiach UFO. Pozwolę więc sobie
przypomnieć, że chodzi o tzw. "proroctwo Św. Malachiasza" - Średniowiecznego
mnicha z Irlandii. Podaje link gdzie można przeczytać na ten temat:
republika.pl/mr_all/malachpl.htm.
Św. Malachiasz taksatywnie wyliczył wszystkich następnych papieży i
każdemu nadał łaciński "przydomek". I tak według Malachiasza:
- JAN PAWEŁ I - De
medietate Lunae.
- JAN PAWEŁ II
- Karol Wojtyła - De labore Solis (trud słońca).
Karol Wojtyła przyszedł na świat w dniu zaćmienia slońca - 18
maja 1920 roku. Zostanie pochowany w piątek - 8 kwietnia 2005
roku - podczas zaćmienia słońca.
- następnym będzie
GLORIA OLIVAE - chwała drzewa oliwnego. Może to być
czarnoskóry papież - jak twierdzi większość ludzi, ale nie
należy zapominać, że drzewo, gałązka oliwna stanowi symbol
wśród ludów wywodzących się z kultury Śródziemnomorskiej,
m.in. w kulturze ludów semickich. Może więc chodzić o papieża
z żydowskimi korzeniami - pochodzeniem.
- ostatnim ma być
PETRUS ROMANUS - Piotr Rzymski (Rzymianin).
Korzystając z okazji
poruszania tematu proroctw chciałbym przedstawić także proroctwo
opata Stanisława Reszki: Przepowiednia opata Reszki - lista królów
Polski (z II połowy XVI wieku) "Profetia Abbatis Andreoviensis Stanislai
de regibus Poloniae et veritas conformis". Czyli: Proroctwo opata
jędrzejowskiego Stanisława Reszki o królach Polski.
1. Flos in Vallae - Kwiat w dolinie
2. Nominis Corona - Z imienia korona
3. Exul fortunatus - Wygnaniec szczęśliwy
4. Gloria succedens - Chwała następująca
5. Manipulus sterilis - Sługa niepłodny
6. Noctis breve Sidus - Krótkiej nocy gwiazda
7. Manus Congregatorum - Ramię zebranych
8. Diversi Coloris - Różnej barwy
9. Solus Princeps - Jedyny księciem
10. Ex duobus Unus - Z dwóch jeden
11. Sonitus Apium - Brzeczenie pszczół
12. Custos Vigilantiae - Stróż czujności
13. Ipse Fortis - Sam mężny
14. Civitatis aliquod ornamentum - Jakaś ozdoba państwa
15. Alter Cracus - Drugi Krak
16. Patriae Sol - Słońce Ojczyzny
17. Regnorum Occasus - Upadek królestw
Interpretacja
prof. Bartłomieja Grocha zawarta w książce "Ks. Bronisław
Markiewicz i jego dzieło oraz przepowiednie o przyszłości
Polski" podaje:
1. Flos in Valle - Henryk Walezy, gdyż łacińskie
"vallis - dolina" pokrewne jest fracuskiemu słowu Valois. Waleziusze
mieli w herbie lilię w dolinie.
2. Nominis Corona - Stefan Batory, greckie "stefanos"
znaczy wieniec, korona.
3. Exul fortunatus - Zygmunt III. Jako dziecko został
wypędzony ze Szwecji, szczęśliwie zostając królem Polski.
4. Gloria succedens - Władysław IV, sławny ze zwycięstw.
5. Manipulus sterilis - Jan Kazimierz, który w końcu abdykował.
6. Noctis breve Sidus - Michal Korybut Wiśniowiecki,
którego panowanie było krótkie i nieszczęśliwe dla Polski.
Wiśniowieccy mieli w herbie gwiazdy.
7. Manus Congregatorum - Jan III Sobieski,
zwycięzca spod Wiednia.
8. Diversi Coloris - August II, który rządził
Polską i Saksonią.
9. Solus Princeps - Stanisław Leszczyński
(tu jest niepewność, czy nie należałoby zamienić
kolejności królów z następnym).
10. Ex duobus Unus - August III Mocny
(patrz wyżej).
11. Sonitus Apium - Stanisław August,
za którego czasów Polska przypominała rojący się ul.
12. Custos Vigilantiae - Tadeusz Kościuszko,
który czuwał nad wszystkimi próbami odrodzenia Polski.
13. Ipse Fortis - Henryk Dąbrowski, twórca legionów.
14. Civitatis aliquod ornamentum - czasy Księstwa
Warszawskiego i księcia Józefa Poniatowskiego.
15. Alter Cracus - Drugi Krak - Józef Piłsudski,
który przywrócił państwowość Polski, a lud usypał mu kopiec
w Krakowie jak ongiś legendarnemu Krakowi.
16. Patriae Sol - Słońce Ojczyzny - Papież
Jan Pawel II.
17. Regnorum Occasus - ?????? oznacza
UPADEK KRÓLESTW - czasy, gdy upadną królestwa
(państwa) i runą systemy. Po śmierci Jana Pawla II ...
Nr 17 punkt styczny, wspólny???
Przyszły "władca" - "przedstawiciel narodu". Co może spowodować upadek
państw i zawalenie się systemów - ekonomicznych, politycznych itd???
Na powyższym,
dającym dużo do myślenia pytaniu kończy się cytat z emaila
owego czytelnika.
#F3.
"Koniec chrześcijaństwa" w tej przepowiedni był rozumiany w sensie "początku czegoś nowego" a nie jako "definitywny koniec wszystkiego":
W powyższej "ludowej przepowiedni"
interesująca jest dawna interpretacja owego
"końca chrześcijaństwa". Z wyjaśnień owych
dawnych ludzi pamiętam, że koniec ten wcale
nie miał oznaczać całkowitego zaprzestania
przez ludzi wiary w Boga, ani upadku instytucji
religijnych obecnie reprezentowanych przez
kościoły, świątynie, kapłanów, itp.
Nie oznaczał on także iż ma nastąpić wówczas "koniec świata"
- a stąd że nie będzie już miejsca na żadną religię. Ludzie
opowiadający owe "przepowiednie" wyraźnie wyjaśniali
ten "koniec chrześcijaństwa" w zupełnie inny sposób.
Mianowicie twierdzili oni, że chrześcijaństwo będzie wówczas
zastąpione znacznie "lepszą wiarą w Boga". Znaczy że ów
dzisiejszy aparat nazywamy "chrześcijaństwem", który jest
zadedykowana "służeniu Bogu", a który ukształtowany został
historycznie ze złożenia razem określonej wiary, wiedzy, tradycji,
symbolizmu, metod działania, ludzi, świętych miejsc i budynków,
itp., zostanie wówczas zastąpiony znacznie lepszym aparatem,
który zacznie nazywać siebie nieco inaczej.
Jednak ów nowy aparat ciągle zadedykowany będzie "służeniu
Bogu dla dobra ludzi", ciągle też będzie na niego się składała
wiedza, tradycja, metody działania, ludzie, święte miejsca i
budynki, itp. Co zaś najciekawsze, opisywane przez dawnych
ludzi cechy owej "lepszej wiary w Boga" która w przyszłości
ma zastąpić dzisiejsze chrześcijaństwo, dosyć dokładnie
pokrywały się z cechami filozofii nazywanej
"totalizm"
(której relatywnie szeroki opis zawarty jest na licznych stronach
internetowych o
filozofii totalizmu, o
Biblii jako "autobiografii Boga", o
karmie, o
prawach moralnych, o
wolnej woli, oraz o
Bogu i o
naukowych dowodach na istnienie Boga -
upowszechnianych za pośrednictwem
"Menu 4").
#F4.
Początkowo zmiany mogą być "czysto kosmetyczne":
Motto:
"Wszelkie sprawy są proste - to ludzie czynią je skomplikowanymi."
Kiedy się słyszy wyrażenie "koniec chrześcijaństwa"
ze starej polskiej przepowiedni o "polskim papieżu,
czarnym papieżu, oraz końcu chrześcijaństwa",
wówczas w wyobraźni widzi się ten koniec jak jakąś
katastrofę. Przykładowo, widzi się "koniec świata"
oraz fizyczną niemożliwość aby jakakolwiek religia
mogła być kontynuowana, czy widzi się "wojnę
nuklearną", zburzenie kościołów, oraz zbyt twardą
walkę o codzienne przetrwanie tych nielicznych
ludzi którzy przeżyli, aby ciągle mieli oni
czas i energię na wspieranie instytucji kościoła.
Tymczasem jeśli się przypomni co dawni ludzie
mówili o owym "końcu chrześcijaństwa", wówczas
się okazuje że faktyczne opisywali oni tylko "koniec
starego" jaki jednak pojawi się tylko po to aby wyzwolić
"początek nowego". Okazuje się też, że przy takim
"końcu starego a początku nowego" początkowe
zmiany mogą mieć "czysto kosmetyczny" charakter
i mogą bardziej dotyczyć zmiany filozofii i światopoglądów
niż całkowitego zreformowania instytucji kościoła i
"wiary w Boga". Dla przykładu, gdyby ów "koniec starego
i początek nowego" miał miejsce na bazie stwierdzeń
Konceptu Dipolarnej Grawitacji oraz
filozofii totalizmu,
wówczas zmiany zaszłe w rzeczywistości mogłyby ograniczać
się do jedynie 3 "kosmetycznych" udoskonaleń filozoficznych
chrześcijaństwa, a mianowicie:
1. Adoptowanie przez chrześcijaństwo naukowych
fundamentów w postaci ustaleń
Konceptu Dipolarnej Grawitacji.
Ta niewielka zmiana filozoficzna w postaci przyjęcia
fundamentów naukowych, spowodowałaby jednak
rewolucyjne następstwa. Przykładowo, pozwalałaby ona
naukowo dowodzić istnienia Boga, naukowo wyjaśniać
cechy Boga - tak jak to uczyniono w tomie 6 monografii
[8/2] "Totalizm",
oraz naukowo ukierunkowywać współżycie ludzi z Bogiem
jakie najkorzystniej służyłoby interesom szczęścia ludzi
i celom Boga. Innymi słowy, takie zabazowanie naucznia
i działalności chrześcijaństwa na fundamentach naukowych
wynikających z
Konceptu Dipolarnej Grawitacji
spowodowałoby także że
dotychczasowa wiara w Boga
zostałaby zastąpiona przyszłą wiedzą i pewnością Boga.
2. Zaakceptowanie zróżnicowanych manifestacji Boga.
Znaczy, zaakceptowanie że dla poszczególnych
kultur o zróżnicowanych cechach, ten sam Bóg
manifestuje swoje istnienie i działania też w zróżnicowany
sposób - jaki jest najbardziej odpowiedni dla danych
kultur. Ta niewielka transformacja filozoficzna w
skutkach okazałaby się ogromnie rewolucyjna.
Wszakże dzięki niej wszystkie religie nagle mogłyby
się zjednoczyć w jedną instytucję służby Bogu.
Wszystkie religie służą przecież temu samemu
Bogu. Tyle, że każda z nich służy Bogu w sposób
który jest zgodny z manifestacjami jakimi ten sam
Bóg zaapelował do specyfiki kultury ludzi którym
dane religie służą. W rezultacie kapłani wszystkich
religii faktycznie są "zawodowymi sługami tego samego
Boga" - czyli kolegami po fachu. Jedyne co ich różni
pomiędzy sobą, to tradycja i kultura narodu który
przybliżają do tego Boga. Zamiast więc obecnych
odmiennych religii, po wprowadzeniu tego filozoficznego
usprawnienia powstałaby wówczas tylko jedna instytucja
służby Bogu, w obrębie której kapłani działaliby albo
zgodnie z tradycją katolicyzmu, albo protestanctwa,
albo hinduizmu, albo buddyzmu, albo taoizmu, itp.
3. Zaniechanie celibatu i preferowania mężczyzn.
To zaś spowodowałoby cały szereg następstw, na
przekór że większość praw i tradycji kościoła i religii
nadal byłaby zachowana (np. dobra kościoła nadal
należałyby do kościoła, a nie do księży). Przykładowo,
męscy kapłani mogliby mieć żony i dzieci. Msze
mogłyby być prowadzone przez kobiety kapłanki.
Kobiety kapłanki mogłyby też mieć mężów i dzieci.
Stąd księża i kapłani przestaliby być oderwani
od prawdziwego życia (tak jak ma to miejsce
obecnie). Zaniknęłaby też główna przeszkoda
na drodze do zawodu kapłana.
Ciekawostką powyżej opisanych zmian filozoficznych
byłoby, że na przekór ich "kosmetycznej natury",
ich kosekwencje okazałyby się rewolucyjne.
Wszakże następstwa te obejmowałyby, m.in.:
"zamienienie wiary w Boga w wiedzę o Bogu",
rewitalizację zainteresowań ludzi w Bogu,
podniesienie ogólnej moralności wszystkich ludzi,
podniesienie szczęścia indywidualnych ludzi,
rozpoczęcie zdążania w kierunku nowej totaliztycznej
ery w wiarze i w polityce socjalnej, zjednoczenie
wszystkich religii na świecie, zamienienie odrębnych
służb religijnych w jednorodną grupę zawodowej
służby Bogu, zaniknięcie odmiennych wyznań
(np. chrześcijaństwa, hinduizmu, buddyzmu,
taoizmu, itp.) oraz powstanie jednorodnej "służby
Bogu według tradycji chrześcijańskiej", "służby
Bogu według tradycji hinduistycznej", "służby
Bogu wedłub tradycji buddyjskiej", oraz wiele
więcej wszechogarniających następstw.
Oczywiście, oprócz całych religii i narodów
zmiany owe dotykałyby również indywidualnych
ludzi.
Część #G:
"Przybycie Drugiego Jezusa do Christchurch w 1999 roku":
Dokładną treść przepowiedni opisanych w
tej części poznałem poza Polską. Mają one
jednak związek z bardzo podobnymi przepowiedniami
które w dzieciństwie słyszałem w powojennych
Wszewilkach.
#G1.
Objawienie Dayaków na temat daty otwartego rozpoczęcia misji na Ziemi przez Drugiego Jezusa:
Na Borneo mieszkałem i pracowałem w obszarze, który jest głównie zajmowany przez plemiona Dayaków Lądowych. Sami siebie nazywają oni "Bidayuh". Dayacy są bardzo niezwykłymi ludźmi. Ich starszyzna jest szeroko znana ze swojej mądrości i zdolności przepowiedniowych. Z kolei ich kobiety są słynne ze swojej piękności i uznawane za jedne z najpiękniejszych kobiet na świecie. (Osobiście muszę tutaj przyznać, że owa sława tych miniaturowych, kształtnych, pełnych naturalnej gracji i przepięknych kobiet o szlachetnych rysach, jest całkowicie zasłużona.) Przysłowia Dayaków uważane są za prawdziwe perły ludowej mądrości. Przeszli oni na chrześcijaństwo relatywnie niedawno. Stąd, jak to zawsze ma miejsce z tymi, którzy właśnie przyjęli wiarę chrześcijańską, w pobliżu ich kościołów miało ostatnio miejsce wiele cudów i niezwykłych wydarzeń.
Początkowo do środowiska Dayaków wprowadzony zostałem przez swoich studentów, którzy sami byli Dayakami, przedstawiali mnie więc krewnym, znajomym i osobistościom autorytetu z ich szczepu. Owe wprowadzenia były jedynym okresem w moim życiu, kiedy nazywano mnie "guru" oraz kiedy nie protestowałem gdy mnie tak tytułowano. W języku używanym przez Dayaków na codzień, używane jest zapożyczone z Indii słowo "guru", jakie znaczy tam "nauczyciel". Przez Dayaków przyporządkowane ono jednak bywa tylko tym szanowanym przez siebie wykładowcom, których się szczególnie lubi i z którymi się osobiście przyjaźni (pozostałych nazywa się tam oficjalnym zwrotem "mój wykładowca" albo "mój profesor"). Dayaccy studenci zawsze przedstawiali mnie swoim członkom rodziny, znajomym i osobistościom jako "mój guru" (tj. "my guru").
Dayacy ogromnie mnie fascynowali, m.in. właśnie z powodu owych niewyjaśnionych zjawisk, jakie występowały w ich pobliżu. Miałem więc wśród nich dużo przyjaciół oraz utrzymywałem z nimi nieustanny kontakt. Jeden ze starszyzny Dayaków, z którym spędzałem wiele czasu na dyskusjach, wykazał mi wiele zaufania poprzez ujawnienie religijnego objawienia jakie w owym czasie otrzymali jacyś z ich starszyzny. Owo religijne objawienie stwierdzało, że Drugi Jezus jest już na Ziemi, oraz że otwarcie rozpocznie on swoją misję w dniu, w którym waluta "euro" zastanie wprowadzona w Europie. (Jak wiadomo z historii "euro", waluta ta wprowadzana była w kilku stadiach. Datą jej najbardziej pierwszego, chociaż ograniczonego, wprowadzenia do obiegu był 4 stycznia 1999 roku. Dnia 1 stycznia 2002 roku waluta "euro" została wprowadzona ponownie, tym razem już jako oficjalna waluta obiegowa aż dwunastu, z piętnastu istniejących, krajów ówczesnego europejskiego Wspólnego Rynku. Kraje jakie 1/1/2 oficjalnie wprowadziły ją do obiegu, to - w pisowni angielskiej: Austria, Belgium, Finland, France, Germany, Greece, Ireland, Italy, Luxembourg, Netherlands, Portugal, Spain. Nie wprowadziły jej wówczas: Britain, Sweden, Denmark.) Według owego objawienia Dayaków, wprowadzenie do obiegu waluty "euro", miało być symbolicznym odrodzeniem się Imperium Rzymskiego. Przepowiednie stwierdzały więc, że będzie ono również datą, kiedy Drugi Jezus rozpocznie otwartą realizację swojej misji na Ziemi. Objawienie także stwierdzało, że zanim rozpocznie on otwarcie realizować swoją misję na Ziemi, odwiedzi on Dayaków oraz będzie przez jakiś czas żył wśród nich.
Oczywiście, ja ogromnie się zainteresowałem tym objawieniem. Jako mały chłopiec nasłuchałem się bowiem wielu przepowiedni na temat zbliżającego się przybycia Drugiego Jezusa na Ziemię. Dla przykładu dawne polskie przepowiednie ściśle łączą z Polską drastyczne zmiany światopoglądowe wśród ludzi. Przepowiednie te bowiem stwierdzają, że "iskra wyjdzie z Polski" - cokolwiek ma to oznaczać. To właśnie dlatego w naszym kraju powszechnie kiedyś wierzono, że Polska będzie pełniła kluczową rolę w misji Drugiego Jezusa na Ziemi. (Np. patrz następujące słowa jakie wyrażają esencję jednej z tych przepowiedni "ku zdumieniu wszystkich narodów świata z Polski wyjdzie nadzieja udręczonej ludzkości" - powtórzone na stronie 29 książki: Jan Kwaśniewski, Marek Chyliński, "Dieta Optymalna", wydanie drugie, Prasa Śląska, Katowice 1997 rok.) Dopiero potem, jak Biblia pisze, Drugi Jezus uderzy w zastępy szatana ze wschodu na zachód ("Albowiem jak błyskawica zabłyśnie na wschodzie, a świeci aż na zachodzie, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego" - Ew. Mateusza 24:27). Biblia aż kilka razy z naciskiem zapowiada, że Drugi Jezus przybędzie skromnie i bez zapowiedzi, "jak złodziej". Jako przykład tych zapowiedzi patrz Apokalipsa Św. Jana 3:3 "Jeśli więc czuwać nie będziesz, przyjdę jak złodziej, i nie poznasz, o której godzinie przyjdę do ciebie". To samo stwierdza Apokalipsa Św. Jana 16:15 "Oto przyjdę jak złodziej:", a także 2 list Piotra 3:10 "Jak złodziej zaś przyjdzie dzień Pański". Ponadto biblia ostrzega "Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie." (patrz Ew. Mateusza 24:44). Stąd poza kilkoma nielicznymi, jakich Bóg obdarzy zdolnością do wypatrzenia Jego wielkości jak zawsze przesłoniętej skromnością i zwykłością, o tym kim On naprawdę był ludzkość dowie się dopiero po Jego odejściu. Polskie przepowiednie stwierdzały też, że Drugi Jezus urodzi się jako zwykły człowiek (Syn Człowieczy), a nie jako Syn Boga, oraz że On sam nie będzie czynił cudów, chociaż liczne cuda będą miały miejsce w jego bliskości. Wszakże, musi On być rozpoznany przez ludzi po rodzaju dokonań i czynów jakie urzeczywistni na Ziemi, a nie po cudach jakie przecież mogą być fabrykowane przez wszystkich owych "fałszywych proroków" o których ostrzega nas Biblia. (Przykładowo patrz słowa z Biblii: "Gdyby wam wtedy kto powiedział, oto tu jest Chrystus albo tam, nie wierzcie. Powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i czynić będą wielkie znaki i cuda aby o ile można zwieść wybranych." - Mt 24:23-24.) Ponadto misją Drugiego Jezusa na Ziemi wcale nie będzie odkupienie grzechów jakie ludzie już popełnili, lub jakie będą popełniali, a wskazanie i otwarcie dla ludzi nowej drogi do nieustannego samodoskonalenia się, tak aby każda osoba mogła zacząć swój marsz w poprawnym kierunku moralnego samo-zbawienia. Ta misja Drugiego Jezusa aby zainicjować samodoskonalenie i samozbawianie się tych ludzi którzy są już gotowi aby je podjąć, jest zresztą dosyć wyraźnie wyrażona w
Biblii,
gdzie wyjaśniają ją np. słowa (Hebr. 9:27-28): "A jak postanowione jest ludziom raz umrzeć, a potem sąd, tak i Chrystus, raz ofiarowany, aby zgładzić grzechy wielu, drugi raz ukaże się nie z powodu grzechu, lecz ku zbawieniu tym, którzy go oczekują." Przepowiednie stwierdzają również, że Drugi Jezus podzieli Ziemię na dwie połowy. Wielu ludzi interpretuje tą przepowiednię całkowicie dosłownie, wierząc że w chwili zejścia Drugiego Jezusa na Ziemię, manifestacja jego boskich mocy będzie tak ogromna, że Ziemia dosłownie przepołowi się pod jego stopami. Jednak zgodnie z filozofią totalizmu, takie jawne zamanifestowanie boskiej potęgi wybiegałoby przeciwko
"kanonowi niejednoznaczności" opisemu w podrozdziale B7.4 z monografii
[8/2] "Totalizm".
W takim przypadku ludzie nie mieliby więc innego wyjścia niż wykonywać dokładnie to co Drugi Jezus im nakaże. Z kolei ów brak innego wyjścia odebrałby im cały zasób wolnej woli. Dlatego ową przepowiednię o podziale Ziemi należy interpretować alegorycznie. Drugi Jezus wcale nie rozszczepi fizycznie planety Ziemia pod ludzkimi stopami, a podzieli filozoficznie ludzi zamieszkujących Ziemię na dwa przeciwstawne obozy: tych co wybiorą drogę wypełniania praw moralnych i mozolnego wspinania się ku doskonałości, oraz tych co wybierą drogę wygód, obchodzenia praw moralnych naokoło, oraz moralnego upadku. Zgodnie z przepowiedniami, Drugi Jezus całkowicie zmieni też na Ziemi szybkość upływu czasu oraz zrozumienie pojęcia czasu. W efekcie jego działalności, ten sam przedział czasu zaledwie jednego tygodnia dotychczas obejmującego odpowiednik dzisiejszych 7 dni, da się w przyszłości rozciągnąć technicznie, tak że obejmie on odpowiednik obecnych 8 dni. Ludzie nie bardzo wiedzieli jak dokładnie interpretować tą dziwną przepowiednię. Jak dotychczas tłumaczyli ją więc alegorycznie, zwykle jako zmiana kalendarza oraz nastanie nowej ery.
Tymczasem podrozdział H9.1 i rozdział M z monografii
[1/4]
klarownie ujawniają, że jest to po prostu informacja
o użyciu urządzenia zmieniającego szybkość
upływu czasu, wyjaśniona prymitywnymi pojęciami
dawnych ludzi. Zgodnie z nią, w efekcie przyjścia
Drugiego Jezusa ludzkość po prostu nauczy się
zmieniać szybkość upływu czasu. Czas stanie się
wówczas jak guma - tj. będzie można go dowolnie
rozciągnąć odpowiednim urządzeniem technicznym
opisanym przykładowo na totaliztycznej stronie
immortality_pl.htm.
Obecny 7-dniowy tydzień da się więc wówczas tak rozciągnąć, że będzie on trwał przez odpowiednik dzisiejszych 8 dni. Prawdopodobnie też nieustające rozciąganie czasu o około 15%, tak że obecny tydzień zajmował będzie wówczas dzisiejsze 8 dni, da się też osiągnąć bez szkody dla ludzkiego zdrownia i bez żadnych niepożądanych następstw dla środowiska naturalnego na Ziemi. Dlatego jednym z licznych efektów działalności Drugiego Jezusa będzie zapewne, że w przyszłości nastanie zupełnie nowa era na Ziemi, podczas której czas będzie nieustannie wydłużany o owe 15%, zaś przyszły tydzień będzie trwał odpowiednik obecnych 8 dni.
Z przepowiednią na temat Drugiego Jezusa wiąże
się też jeszcze jedna przepowiednia na temat
Antychrysta.
Drugi Jezus zostanie przysłany przez Boga aby usunąć z Ziemi Szatana i aby zapoczątkować nową erę dostatku i szczęśliwości jaka ma panować przez następne tysiąc lat. Jednak Szatan nie da się tak łatwo usunąć i na przybycie Jezusa zareaguje przysłaniem swego Antychrysta. Zadaniem Antychrysta będzie zniszczenie efektów działalności Drugiego Jezusa i wydłużenie panowania Szatana na Ziemi. Antychryst ma przybyć na Ziemię w jakiś czas po przybyciu Drugiego Jezusa. Z jego przybyciem, lub z jego osobą, ma się jakoś wiązać potrójna cyfra 6, np. może on przybyć w dniu 6 czerwca 2016 roku. Swoim wyglądem, zachowaniem, a także zewnętrznymi pozorami Antychryst ma mimikować oryginalnego Jezusa. Dlatego dawne polskie wierzenia stwierdzają że "Antychryst zamimikuje twarz Jezusa", oraz że "Antychryst podszywał się będzie pod Drugiego Jezusa". Po spektakularnym przybyciu w ogniach i grzmotach, Antychryst ma zrealizować wiele sztuczek, które naiwnym ludziskom będą wyglądały jak cuda i uzdrawianie realizowane przez oryginalnego Jezusa. Dlatego wielu ludzi da się zwieść przez owe sztuczki i podąży za Antychrystem czcząc go jak Boga. Jednak celem Antychrysta będzie jedynie zdobycie władzy politycznej, oraz następne czynienie zła i służenie Szatanowi. Poprzez oszustwa i zwodzenie zmontuje on ogromne imperium na Ziemi jakie rozciągnie się na niemal połowę naszej planety. W imperium tym będzie jednak rządził okrutnie i z żelazną ręką. Przykładowo zmusi swoich ludzi do chirurgicznego wszczepiania rodzaju mikroprocessora identyfikującego (tj. "znaku bestii"), bez jakiego nie będzie można zrealizować żadnego działania, nawet tak niepozornego jak kupienie chleba. Obywatele jego imperium wcale nie będą ani szczęśliwsi ani bezpieczniejsi niż przed jego przybyciem. Zapoczątkuje on też wiele wojen. Ostatnia bitwa tych wojen będzie posiadała jakiś związek z miejscowością Armageddon w Izraelu. Zgodnie z przepowiedniami Antychryst zostanie tam pokonany przez połączone siły reszty świata, który w owym czasie będzie już uznawał nauki prawdziwego Drugiego Jezusa.
Problem z czasowo zbliżonym przybyciem najpierw prawdziwego Drugiego Jezusa czyniącego dobro, a potem Antychrysta jaki będzie udawał Drugiego Jezusa jednak czynił zło, jest odróżnienie pomiędzy tymi dwoma. Zapewne dlatego czasy w jakich to nastąpi nazywane są czasami sądu. Ludzie zmuszeni będą bowiem do osądzenia za kim mają się opowiedzieć. Wielu da się zwieść i opowie się za Antychrystem. Tymczasem zgodnie z przepowiedniami różnice pomiędzy tymi dwoma są ogromne i powinny być oczywiste już na pierwszy rzut oka. Każdy z nich jest przecież przeciwieństwem tego drugiego. Antychryst służył będzie Szatanowi, Drugi Jezus służył będzie Bogu. Antychryst będzie starał się ukryć prawdę, Drugi Jezus będzie ją ujawniał. Antychryst będzie wszystko czynił spektakularnie, dla zadziwienia gawiedzi. Drugi Jezus będzie wszystko czynił skromnie, cicho i bez rozgłosu, "jak złodziej". Antychryst przejmie władzę polityczną nad ludźmi i będzie im przewodził fizycznie. Drugi Jezus będzie apelował do rozumu i sumienia ludzi, zaś przewodził jedynie duchowo. Antychryst będzie rozkazywał i domagał się ślepego posłuszeństwa. Drugi Jezus będzie wyjaśniał i przekonywał, jednak pozostawi każdemu wolną wolę i wybór. Antychryst będzie jedynie mówił o czynieniu dobra, jednak faktycznie będzie czynił zło. Tymczasem Drugi Jezus będzie nauczał jak czynić dobro oraz sam będzie czynił dobro. Antychryst będzie czynił publicznie liczne cuda i uzdrowienia, jednak nie pozostawi po sobie ucznia ani nie nauczy niczego innych ludzi. Drugi Jezus nie będzie czynił cudów (chociaż te będą miały miejsce w Jego pobliżu), jednak pozostawi po sobie wielu uczni i udostępni ludziom wystarczająco wiedzy aby zapoczątkować zupełnie nową erę na Ziemi.
Po poznaniu więc objawienia Dayaków na temat daty oficjalnego rozpoczęcia misji przez Drugiego Jezusa, sprawdziłem na wszelki wypadek starannie, czy ktokolwiek z Europy żył wśród nich w owym czasie. Jak się okazało, nie istniał taki Europejczyk. Nie był to najlepszy czas dla tego typu przedsięwzięć. Wszakże w owej części Borneo miejscowe władze pogłębiały swoją niechęć do Europejczyków, w odpowiedzi za zarzuty Europejczyków że wyniszczają one istotna dla naszej cywilizacji puszczę równikową. Ponadto obszar południowo-wschodniej Azji znajdował się właśnie w uścisku potężnego kryzysu finansowego (nazywanego wówczas kryzysem azjatyckim - "Asian Crisis"). Stąd poza przejezdnymi turystami, w całym Sarawaku czasowo przebywało jedynie kilku Europejczyków. Każdy z nich był jednak zajęty kompletowaniem jakiegoś pilnego kontraktu lub zawodu i nie miał czasu aby żyć wśród Dayaków.
Więcej na temat powyższej przepowiedni Dayaków
podane jest w punktach #73 i #74 z rozdziału A4
w tomie 1 monografii
[1/4],
a także w punktach #73 i #74 z podrozdziału
L4 w tomie 8 z drugiego wydania monografii
[8/2] "Totalizm".
#G2.
Nadprzyrodzone objawienie w Christchurch, Nowa Zelandia, o przybyciu Drugiego Jezusa do Christchurch w 1999 roku:
W piątek, dnia 24 września 1999 roku, oglądałem w swoim mieszkaniu w Timaru wiadomości telewizyjne na pierwszym kanale TV New Zealand. Są one nadawane od godziny 18 do 19. Niespodziewanie zostałem zaszokowany jednym fragmentem tych wiadomości. Był to krótki, szyderczy raport, jaki wyśmiewał się z managera zarządu miasta Christchurch z Wyspy Południowej Nowej Zelandii (manager ten jest czymś w rodzaju "dyrektora miasta", czy "burmistrza"). Wydawał on bowiem całe miliony dolarów na upiększenie swego miasta na przybycie Drugiego Jezusa (w tym szyderczym raporcie, manager zarządu Christchurch wypunktowany był po imieniu). Raport ten koncentrował się na szyderstwie i wyśmiewaniu, niemal więc nie zawierał faktów. Sugerował on jednak, że zaistniało jakiś nadprzyrodzone zdarzenie, które ujawniło, że w 1999 roku miasto Christchurch uhonorowane zostanie wizytą Drugiego Jezusa, oraz że manager zarządu tego miasta przyjął to zdarzenie wystarczająco poważnie aby zainwestować miliony dolarów w przygotowanie Christchurch do owej specjalnej wizyty. Niestety niewiele danych zdołałem zapamiętać z owego krótkiego raportu (nie widziałem go ponownie, nie miałem więc już możności aby odświeżyć swoją pamięć, zweryfikować moje jego zrozumienie, czy nagrać go na taśmę). Wspominał on kilka obszarów Christchurch, jakie wybrane zostały do przebudowania i do upiększenia na przybycie Drugiego Jezusa. Z tego, co ciągle chodzi mi po głowie, prawdopodobnie w programie wspominane były m.in. centralny plac Christchurch, nazywany "Cathedral Square" (tj. Plac Katedralny), który - zgodnie z objawieniem, miał być punktem kulminacyjnym owych wizyt Drugiego Jezusa; główną drogę wjazdową do Christchurch od strony Timaru - zgodnie z owym objawieniem miała ona być drogą, przez którą Drugi Jezus wjedzie do Christchurch (do Christchurch prowadzą trzy główne drogi: z Timaru, z Wybrzeża Zachodniego, oraz z Kaikoura, plus kilka dalszych małych miejscowych dróg); oraz zakryty basen kąpielowy miasta, który miał być użyty, kiedy Drugi Jezus zdecyduje się dokonywać masowych chrztów. Natychmiast po usłyszeniu tej wiadomości rzuciłem się aby dowiedzieć się czegoś więcej na temat gdzie i jak owo objawienie zostało dokonane, co dokładnie ono stwierdzało, itp. Ku swojemu rozczarowaniu, nie byłem w stanie znaleźć dalszych szczegółów upowszechnianych w oficjalny sposób. Wyglądało to tak, jakby owo religijne objawienie zaindukowało jedynie powszechną niewiarę, szyderstwa oraz wyśmiewanie, zaś żadne oficjalne źródło nie podjęło się obowiązku rzeczowego poinformowania ludzi, co właściwie się stało. Dla mnie osobiście takie zachowania zabrzmiały arogancko i niezapraszająco wobec Boga. Jedyna inna oficjalna publikacja jaka referowała do owej rewelacji, którą zdołałem odnaleźć, to bardzo krótki artykuł [25A4] "A gay old time in the capital". W dniu 30 września 1999 roku opublikowała ją na stronie 4 gazeta "The Timaru Herald" (Bank Street, Timaru, New Zealand). Artykuł ten ponownie nie zawierał żadnych szczegółów informacyjnych oraz ograniczał się do dodatkowego wyszydzania działań upiększających managera zarządu Christchurch (ponownie wytykając go palcem i nazywając po imieniu, tak aby nie było żadnej pomyłki o kogo chodzi) oraz do wykpienia jego sprawy obok sarkastycznych uwag na temat homoseksualistów. Na szczęście słowne rumory, jakie w owym czasie zaczęły się rozprzestrzeniać w Nowej Zelandii, nie były aż tak lakoniczne, chociaż były one nieprecyzyjne i pełne wzajemnych sprzeczności. Oczywiście, z powodu kompletnego braku oficjalnej i rzeczowej informacji, co naprawdę się stało, nie wiadomo, które części owych rumorów pokrywały się z prawdą, które zaś były jedynie spekulacjami. Zgodnie z owymi werbalnymi rumorami, jakie wówczas do mnie dotarły, zaistniało jakieś nadprzyrodzone objawienie w jednym z fundamentalistycznych kościołów w Christchurch. W cudowny sposób wielu ludzi z tego kościoła otrzymało odbierający im oddech przekaz, że Drugi Jezus odwiedzi Christchurch w 1999 roku, że punktem kulminacyjnym jego odwiedzin będzie centralny Plac Katadralny Christchurch, że przybędzie on do tego miasta główną drogą jaka wiedzie od strony Timaru, oraz że miasto to zostało specjalnie wybrane dla owego honoru i to aż z całego szeregu istotnych powodów. Ponieważ manager zarządu miasta był podobno jednym z licznych ludzi, którzy osobiście doświadczyli owego nadprzyrodzonego objawienia i nie miał najmniejszej wątpliwości co do jego autentyczności, zdecydował się nie szczędzić funduszy aby przygotować miasto do tak wyjątkowej okazji. Dlatego też wyłożył on Plac Katedralny pięknymi płytkami marmuro-podobnymi (patrz "Fot. #G1ab" poniżej) - tak aby Drugi Jezus miał piękny plac do przeprowadzenia publicznych nabożeństw, oraz przebudował on główną drogę od strony Timaru, przez którą Drugi Jezus miał wkroczyć do miasta. Ponadto z własnej inicjatywy zmodernizował on też miejski basen kryty - tak aby dostępne było dogodne miejsce do dokonywania masowych chrztów. Ja byłem tak ogromnie zainteresowany owym nadprzyrodzonym objawieniem, że w 1999 roku z jego powodu celowo wybrałem się z Timaru do Christchurch - i to aż cały szereg razy. Chciałem bowiem sprawdzić jak postępują owe prace upiększające, na jaką prowadzone są skalę, jakie są ich wyniki, a także porozmawiać z mieszkańcami Christchurch na temat czy jakiś nowy rozwój wypadków miał miejsce w tej sprawie - wszakże na oficjalną informację w tym zakresie nie było co liczyć, jako że publikatory w Nowej Zelandii zgodnie odmówiły informowania ludzi co się dzieje (podobnie jak kilka lat wcześniej, kiedy to publikatory te tak dały się zamanipulować, że nie chciały opublikować żadnego z moich opracowań). Faktycznie też odnotowałem, że marmuro-podobne płytki jakimi wyłożony został Plac Katedralny na przybycie Drugiego Jezusa, w mojej opinii wyglądały wspaniale. Z poprzednio typowo wschodniego, małomiasteczkowego wyglądu tego placu, przemieniły go w wielkomiejsce centrum o nowoczesnym, europejskim posmaku, jakie wprost zapierało oddech swoją elegancją, majestatem, rozmachem, otwartością i perspektywą - patrz "Fot. #G1a" poniżej. Również główna droga wjazdowa do Christchurch od strony Timaru została wydatnie udoskonalona. Niestety, wielkoskalowy rozmach prac upiększających, jaki początkowo obserwowałem na owej drodze podczas swych pierwszych wjazdów do Christchurch w 1999 roku, został na niej szybko zawężony - zapewne w wyniku owych szyderczych ataków nowozelandzkiej telewizji i prasy. W rezultacie, nawet po zakończeniu jej przebudowy i upiększania pod koniec 1999 roku, droga ta ciągle pozostawiała wiele do życzenia. Natomiast co się stało z miejskim basenem kąpielowym, tego nie jestem w stanie tutaj raportować, ponieważ nigdy do niego się nie wybrałem. Cały rok 1999 przeminął jednak cicho, zaś oczekiwany przez wszystkich ognisty spektakl oszałamiającego wjazdu Drugiego Jezusa do Christchurch nie nastąpił. Z rozmów, jakie wówczas prowadzono na ten temat wynikało, że wszyscy spodziewali się ogromnie widowiskowego wydarzenia, pełnego ognia, grzmotów oraz innych manifestacji boskiej potęgi. Kiedy więc nic takiego nie nastąpiło, wielu ludzi okazało nie tylko wielki zawód i rozczarowanie, ale wręcz złość. Typową reakcją było, że sporo osób tylko pogłębiło swój sceptycyzm oraz gotowość do szyderstwa. Niemal nikt z kim rozmawiałem nie wyraził przypuszczenia, że Drugi Jezus mógł przybyć do Christchurch nie na spektakularny sposób jakiego wszyscy oczekiwali, a dokładnie tak jak Biblia to zapowiada, czyli skromnie i nieodnotowalnie "jak złodziej" (np. patrz Biblia, 2 Piotr 3:10 - "Jak złodziej zaś przyjdzie dzień Pański").
Porównanie powyższych niezwykłych zdarzeń z treścią starych przepowiedni zdaje się sugerować, że w dzisiejszych czasach to właśnie miasto Christchurch zostało wybrane przez wszechświatowy intelekt na "Miasto Drugiego Jezusa". Wszakże miało w nim miejsce objawienie wyraźnie zapowiadające jego wizytę. Christchurch jest też jedynym miastem na świecie, które się upiększyło i przygotowało na to przybycie - chociaż jego mieszkańcy doznali potem zawodu, bo nie zobaczyli ognistego spektaklu, jakiego się spodziewali. Ponadto w języku angielskim nazwa "Christ-church" ma wymowne znacznie. Słowo "Christ" oznacza bowiem "Jezus Chrystus", zaś słowo "church" oznacza "kościół" albo "dom boży". Na dodatek do tego wszystkiego, położenie Christchurch jest zgodne ze starożytnymi przepowiedniami. Wszakże miasto to leży w najbardziej wschodnim kraju naszej planety, zaś każdy nowy dzień na Ziemi zaczyna się od niego. Christchurch jest też zlokalizowane w kraju chrześcijańskim, który jako pierwszy w świecie doświadczył wschodu słońca w nowym tysiącleciu. Będąc tak szczególnym miastem, Christchurch bez wątpienia spełnia obecnie jakąś symboliczną rolę, której być może jeszcze sobie nie uświadamiamy. Być może, że np. cokolwiek się w nim dzieje wyraża to symboliczną esencję podobnych zjawisk dla całej naszej planety! Ja osobiście wierzę, że Christchurch w dzisiejszych czasach jest tym czym Jeruzalem było około 2000 lat temu.
Szczególna rola którą Bóg wyznaczył dla Christchurch
jest podkreślona w praktycznie wszystkich cechach
tego miasta. Przykładowo, osoby wizytyjące Nową
Zelandię i zwiedzające to miasto, natychmiast odnotują
że Bóg uczynił Christchurch jedynym "miastem" Nowej
Zelandii, jakie zostało celowo zaplanowane i celowo zbudowane
jako miasto. Dowodem na tą wyjątkowość jego celowego
planowania i zabudowy, jest że Christchurch
jest jedynym miastem Nowej Zelandii które faktycznie
posiada strukturę miasta, czyli plan zabudowy którego
oparty został na centralnie położonym i celowo
zaprojektowanym rynku. W Christchurch rynek
ten jest zwany "Placem Katedralnym" ("Cathedral Square").
Stąd plan Christchurch jest charakterystyczny
dla typowych miast Europy i świata których cała
zabudowa oparta jest właśnie na ich rynkach.
Tymczasem większość innych "miast" Nowej Zelandii
jest oparta na długiej drodze wzdłuż której kiedyś
podążały karawany poszukiwaczy złota lub
sprzedawców bydła, zaś po bokach której
podróżni zatrzymywali się na noc budując
szałasy jakie z czasem poprzekształcały się
w domy. Tylko niektóre miasta Nowej Zelandii
powstawały na skrzyżowaniu aż dwóch takich
dróg, przykładowo jak to ma miejsce w Invercargill
lub w Dunedin, zaś owo skrzyżowanie z czasem
bywało upiększane i przekształcane w rodzaj
ciasnego jakby centrum miasta. Jednak faktycznie
to poza Christchurch NIE ma już w Nowej Zelandii
innego "miasta" które by posiadało celowo zaplanowany
i rozległy "rynek" czy "plac centralny". (Przypomnę
tutaj że zgodnie z angielską definicją przestrzeganą
przez Nową Zelandię, "miastem jest tylko takie
osiedle ludzkie, które posiada albo ponad 100000
mieszkańców, albo też własną katedrę". Do 2009
roku Nowa Zelandia posiadała tylko 6 miast,
mianowicie - wyliczając od północy ku południu:
Auckland, Hamilton, Wellington, Christchurch
Dunedin i Invercargill. W 2009 roku do tego
doszło 7-me miasto zwane Tauranga, którego
ludność właśnie przekroczyła 100000 mieszkańców.)
Christchurch zostało też obdarzone przez Boga
wszelkimi innymi cechami "miast", takimi jak
pobliskim naturalnym portem morskim, plażą,
malowniczą rzeką, parkiem i muzeum z prawdziwego
zdarzenia, oraz płaskim obszarem pod zabudowę
ulic i domów sąsiadującym jednak z widokowymi
górami. Nic dziwnego że to właśnie Christchurch
zostało wyróżnione przez Boga, prawdopodobnie
otrzymując zaszczyt sekretnego goszczenia
Drugiego Jezusa w 1999 roku (chociaż pytanie
pozostaje czy swymi późniejszymi reakcjami
mieszkańcy Christchurch faktycznie aprobowali
honor tego goszczenia - porównaj poniższy opis
zdarzeń jakie nastąpiły potem, z treścią punktu
#I3 niniejszej strony).
Muszę się tu jednak dodać, że po tym jak cały rok 1999 przeminął, zaś powszechnie oczekiwane spektakularne przybycie Drugiego Jezusa do Christchurch nie nastąpiło, ja również przestałem się więcej interesować tą sprawą. Wprawdzie na tej samej wyspie co Christchurch ciągle przebywałem aż do 12 lutego 2001 roku, zniknął jednak powód dla jakiego tam się wybierałem w 1999 roku, tj. zakończyły się owe niezwykłe przygotowania do ognistego spektaklu. Później jeszcze kilkakrotnie przejeżdżałem zewnętrzną obwodnicą jaka przebiega naokoło jego przedmieść, a także korzystałem z jego lotniska, jakie położone jest tuż przed ową obwodnicą. Jednak po 1999 roku wszelkie moje przejazdy koło Christchurch nie wzbudziły już we mnie wystarczającej pokusy aby do niego wjechać i zobaczyć co dalej się dzieje z owymi marmurko-podobnymi płytkami Drugiego Jezusa jakimi wyłożono jego Cathedral Square. Obecnie bardzo żałuję, że zaniedbałem odwiedzić ponownie Christchurch już po 1999 roku, bowiem sprawa tych płytek wcale nie zakończyła się w 1999 roku, a posiadała swój dalszy ciąg w 2001 i w 2002 roku. Dla naukowej ścisłości ten dalszy ciąg zdarzeń także powinienem zaobserwować i być w stanie dokładnie raportować.
Ten dalszy ciąg losów marmurko-podobnych płytek, wzbudzony był jakimś intrygującym zjawiskiem, jakiego na razie nie rozumię, jednak, jakie czuję że powinienem badać - gdybym miał taką możliwość. Chodzi o to, że owo religijne umotywowanie renowacji głównych obszarów Christchurch, najwidoczniej bardzo przeszkadzało sporej liczbie ludzi nawet w dwa lata później, tj. na początku roku 2001. Ludzie ci wznowili bowiem wówczas swoje ataki na efekty owej renowacji i starali się je zniweczyć falą publicznej histerii. Dla przykładu, we wtorek, dnia 13 lutego 2001 roku, o godzinie 18:25, kanał 1 TVNZ wyemitował kolejną sarkastyczną nowinę zatytułowaną "Przeprojektowanie Placu w Christchurch" ("Redesigning Christchurch Square"). W wiadomościach tych zaatakowano ponownie nowo odrestaurowany Plac Katedralny, poprzez insynuowanie że po renowacji utracił on swój charakter i, że wywiera on złe wrażenie na turystach (warto odnotować, że tego typu zarzuty są zupełnie subiektywnie i można je wysunąć przeciwko każdemu możliwemu miejscu na Ziemi - zresztą ja wielokrotnie oglądałem ten plac w 1999 roku i wiem z całą pewnością, że renowacja dokonana została z wysokim smakiem i plac nieopisanie zyskał na elegancji). W mojej opinii za owymi atakami kryją się ludzcy kolaboranci mrocznych mocy, którzy nie byli w stanie zaakceptować religijnych motywacji za odrestaurowaniem centralnego placu w Christchurch, stąd którzy starali się wzbudzić rodzaj "artystycznej histerii", jaka spowodowałaby usunięcie owych "religijnie motywowanych płytek marmurowo-podobnych". (Moje doświadczenie z takimi ludźmi jest, że zgodnie ze "współczynnikiem zakłamania" wynoszącym 180 stopni, nigdy nie wyjaśnią oni otwarcie co naprawdę ich boli, stąd zawsze wymierzają oni swój atak na coś, o czym wiedzą, że jest to bardzo trudne do wybronienia.) Aczkolwiek na powierzchni może wyglądać, że wszystkie owe ataki mają jakieś materialne umotywowanie w rodzaju wyglądu Christchurch, faktycznie jeśli przeanalizuje się okoliczności w jakich są one realizowane, ich prawdziwym, chociaż dobrze ukrytym, powodem zdaje się być "histeria anty-Jezusowa".
We wtorek, 15 maja 2001 roku, o godzinie 18:25, wiadomości dziennika wieczornego nadawanego na pierwszym kanale TVNZ ponownie powróciły do rozjątrzania sprawy przebudowy centralnego "Placu Katedralnego" w Christchurch. Po kolejnej serii zaciekłych ataków na jego płytki, zaproponowany został kolejny plan przebudowy tego placu. Plan ten został tak sprytnie wymyślony, aby owe marmurowo-podobne płytki pozakładane na przybycie Drugiego Jezusa, zostały całkowicie przysypane ziemią na jakiej posadzone miały być kwiaty oraz pozasłaniane przez najróżniejsze nadbudówki. Telewizja pokazała najróżniejsze indywidua, których już sam tylko wygląd mówił wiele za siebie, jakie niemal histerycznie, czy fanatycznie, krytykowały wygląd tego placu i płytek. Jak widać, najróżniejsze negatywnie zaprogramowane indywidua, nie dadzą za wygraną, aż płytki zainstalowane dla uhonorowania zapowiadanej wizyty Drugiego Jezusa w Christchurch, zostaną w jakiś sposób zasłonięte przed wzrokiem ludzi, lub całkowicie zdarte z owego centralnego placu tego miasta.
Więcej informacji na temat objawienia i przepowiedni
o przybyciu Drugiego Jezusa do Christchurch
w 1999 roku, a także na temat dalszego losu
owych "płytek Jezusa", zawarte jest w punktach
#84 i #94 z rozdziału A4 w tomie 1 monografii
[1/4],
a także w punktach #84 i #94 z podrozdziału
L4 w tomie 8 z drugiego wydania monografii
[8/2] "Totalizm".
(a)
(b)
Fot. #G1ab: Pokazano szczegóły
centralnego placu katedralnego w Christchurch,
Nowa Zelandia (lokalnie nazywanego
"Square"). W 1999 roku plac ten został
dokumentnie odrestaurowany i wyłożony
eleganckimi, pięknymi, oraz drogimi
"płytkami Jezusa" pokazanymi tutaj,
aby przygotować go na przybycie
Drugiego Jezusa do Christchurch.
W rezultacie opisywanego tutaj nadprzyrodzonego
objawienia wierzono bowiem, że po
jawnym przybyciu do Christchurch
w ogniu i błyskawicach, Drugi Jezus
właśnie na owym placu odbędzie mszę
świętą dla okolicznych mieszkańców.
Na dodatek do owego "Square", tamtego
roku na przybycie Jezusa przygotowano
dużym nakładem kosztów ogromny kryty
basen kąpielowy - w którym wierzono
Drugi Jezus będzie dokonywał masowych
chrztów, a także zmodernizowano i poszerzono
główną drogę wjazdową od strony Timaru -
po której wierzono Drugi Jezus wjedzie
tryumfalnie do miasta.
(Kliknij na wybrane zdjęcie aby zobaczyć je w powiększeniu, albo aby przemieścić je w inne miejsce ekranu.)
Niestety, większość ludzi nie jest świadoma
istnienia i działania tzw. "kanonu niejednoznaczności"
opisywanego m.in. w punkcie #B9 strony internetowej
god_pl.htm - o naukowych odpowiedziach świeckiej filozofii totalizmu na podstawowe pytania o Bogu.
Ponadto większość ludzi nie rozumie, że typową
dla dzisiejszych czasów reakcją ateistycznych
przedstawicieli władzy czujących się zagrożonymi
czyjąś manifestacją nadprzyrodzoności, byłoby
że Drugi Jezus też zostałby ukrzyżowany
natychmiast po tym jak pozwoliłby się rozpoznać.
Dlatego ludzie ci nie zdają sobie sprawy,
że nawet gdyby Drugi Jezus miał do swojej
dyspozycji moce Boga, ciągle i tak przestrzegałby
owego "kanonu niejednoznaczności" - znaczy
postępowałby skromnie i niewyróżniająco się
(tak jak każdy inny człowiek).
Dlatego jeśli Drugi Jezus faktycznie odwiedził
Christchurch w 1999 roku, wówczas przybył
tam dokładnie tak jak zapowiadała to nam
Biblia -
znaczy skromnie i nierozpoznany "jak złodziej"
(patrz Bibia, Drugi List Św. Piotra Apostoła 3:10 -
"Jak złodziej zaś przyjdzie dzień Pański", albo
Apokalipsa Św. Jana 16:15 "Oto przyjdę jak złodziej").
Z kolei jeśli w 1999 roku Drugi Jezus przybył
do Christchurch "jak złodziej", wówczas za
pośrednictwem mieszkańców Christchurch
ponownie udzielił On ludzkości dokładnie tej
samej lekcji, której 2000 lat wcześniej Jezus
udzielił ludziom za pośrednictwem mieszkańców
Izraela. (Jak wiadomo, Izraelici do dzisiaj
oczekują na przybycie zapowiedzianego im
Mesjasza, bowiem Jezusa którego Bóg im
przysłał ponad 2000 lat temu, a którego ci
ukrzyżowali zamiast uszanować, nadal
uważają za zbyt skromnego i za zbyt
"ludzkiego" aby mógł on być zapowiadanym
wysłańcem Boga.)
Fot. #G1a (lewe):
Widok centralnego placu katedralnego z Christchurch w Nowej Zelandii,
lokalnie zwanego "Square". Widoczne są "płytki Jezusa"
którymi wyłożono ów plac. Widoczny jest też
"skręt z liści marichuany" który potem zbudowano
aby odwracać uwagę ludzi od owych sławnych
"płytek Jezusa". Przy lewej krawędzi zdjęcia
widoczny jest też fragment katedry w Christchurch
przy wejściu do której miał być postawiony ołtarz
z jakiego Drugi Jezus miał poprowadzić swoją mszę.
Jeśli czytelniku kiedykolwiek przybędziesz do
Christchurch, wykonaj sobie zdjęcie na owym
"Square". Wszakże nie istnieje żadne inne miejsce
na świecie które byłoby potwierdzone jawnym
objawieniem doświadczonym przez wielu ludzi,
że będzie ono odwiedzone przez Drugiego
Jezusa. Praktycznie więc powyższy plac jest
dzisiaj tym, czym 2000 lat temu była Jerozolima.
Jego unikalność podkreśla też niezwykły fakt,
że zrządzeniem Boga jest on jedynym prawdziwym
centralnym placem (rynkiem) miasta jaki istnieje
w całej Nowej Zelandii. Znaczy, w całej Nowej
Zelandii nie ma już drugiego miasta które też
miałoby swój centralny plac (rynek).
Fot. #G1b (prawe):
Zbliżenie eleganckich, pięknych i drogich "płytek Jezusa"
którymi wyłożony został rynek Christchurch
aby być przygotowanym na przybycie Drugiego
Jezusa do owego miasta. Płytek tych obecnie
wielu mieszkańców Christchurch chciałoby się
na siłę pozbyć ze swego miasta, jednak kosztowały
one zbyt drogo aby je po prostu pozrywać i wyrzucić.
Po więcej informacji na temat tych płytek i hałaśliwej
propagandy prześladowczej jakim były one poddane - patrz
punkty #84 i #94 z rozdziału A4 w tomie 1 monografii
[1/4].
Przepowiednia o przybyciu Drugiego Jezusa
do Christchurch w 1999 roku, a także dalsze
losy pokazanych powyżej płytek Jezusa,
są również omawiane w podrozdziale L4 z tomu
8 w drugim wydaniu monografii
[8/2] "Totalizm".
Część #H:
"Ludzie sami sprowadzą na siebie taką zagładę
i wyludnienie, że potem człowiek będzie całował
ziemię w miejscu gdzie zobaczy ślady innego człowieka":
#H1.
Stara przepowiednia o bliskim już nadejściu samo-zadanej zagłady większej części ludzkości:
W czasach mojej młodości, tj. w latach
1950-tych, starzy ludzie często też powtarzali
jeszcze jedną dawną przepowiednię. Stwierdzała
ona, że już niedługo ludzie sami sprowadzą na swoje
głowy tak dewastującą zagładę, że w jej wyniku
Ziemia zostanie niemal całkowicie wyludniona.
Ową bliską już powszechną zagładę miało przyżyć
tylko tak niewiele ludzi, że już po jej przejściu
zgodnie z ową starą przepowiednią, "kiedy
człowiek zobaczy ślady innego człowieka,
wówczas z radości będzie ziemię w tym
miejscu całował".
Co będzie powodem owej morderczej zagłady,
ani na czym ona będzie polegała, tego starzy
ludzie NIE potrafili wówczas wyjaśnić. Jednak
byli pewni co do kilku cech które będą
charakteryzowały tą sprowadzoną na
siebie samych przez ludzi i już bliską
zagładę. Dokonajmy teraz przeglądu
owych cech:
(1) NIE będzie to zagłada spowodowana przez
zjawiska naturalne ani przez Boga. Znaczy,
starzy ludzie zdecydowanie wówczas twierdzili,
że zagłada ta wcale NIE będzie naturalnego czy
boskiego pochodzenia, a jej źródłem i powodem
będą sami ludzie (znaczy, nie będzie to np. ani
potop, ani uderzenie meteorytu, ani trzęsienie
ziemi, ani wybuchy wulkanów, ani nic "naturalnego" -
a będzie to coś co ludzie sami wywołają).
(2) Zagłada ta wcale jeszcze NIE będzie zapowiadanym
"końcem świata". Znaczy, po jej przejściu ludzkość
stopniowo zagoi rany i ponownie zaludni Ziemię,
chociaż będzie już wówczas odmienną ludzkością
niż ta która zamieszkuje Ziemię obecnie.
(3) Nadejdzie ona już niedługo. Znaczy, starzy ludzie
powiadali już wówczas, tj. w Polsce lat 1950-tych, że
od zagłady owej dzielą nas jedynie dziesiątki lat, a nie
setki czy tysiące lat. To zaś by oznaczało, że zagłada
ta powinna nadejść na Ziemię nie później niż w latach
2040-tych, bowiem począwszy od lat 2050-tych upłynęłoby
przecież więcej niż 100 lat od tamtych przepowiedni.
(4) Zagłada ta NIE będzie wywołana w wyniku wojny.
Ta część starej przepowiedni była najbardziej dziwna.
Wszakże jedynym sposobem masowego wyniszczenia
ludzi (poza klęską spowodowaną przez naturę lub przez Boga)
jaką ludzie w latach 1950-tych potrafili sobie wyobrazić
i opisać, byłaby mordercza, "trzecia wojna światowa".
Jednak owa przepowiednia zdecydowanie twierdziła
że to wcale NIE będzie wojna. Z tego powodu sporo
ludzi mojej generacji spekulowało wówczas na temat
tej przepowiedni, że pewnie będzie to rodzaj jakby
"wypadku" czy "przypadku" z bronią jądrową, który
zniszczy ludzkość - tak jak uczyniłaby to "trzecia
wojna światowa", chociaż będąc "wypadkiem" czy
"przypadkiem" wojną wcale nie będzie.
(5) Po owej zagładzie, wypełnić miał się też cały
szereg innych starych przepowiedni. Przykładowo,
to po owej zagładzie miała powstać "Polska od morza
do morza". To po niej też "na świecie zapanuje żółta
rasa", itd., itp.
#H2.
Lata 2008 i 2009 już nam ujawniły czym będzie owa przepowiadana samozadana zagłada:
W 2008 roku niespodziewany i raptowny
światowy kryzys ekonomiczny klarownie
nam zademonstrował dlaczego ludzkość
nie będzie w stanie zapobiec owej
przepowiadanej samozagładzie, oraz
na czym owa zagłada będzie polegała.
Wszakże w 2008 roku sytuacja na świecie
zaczęła wyraźnie nam ilustrować, jak owa
szokująca krótkowzroczność wielu przywódców
politycznych poszczególnych krajów, oraz jak
dbałość typowych polityków jedynie o własne interesy,
sprowadza na Ziemię wywołane przez człowieka
klęski klimatyczne. Ponadto to właśnie w 2008
roku rozpoczął się także spowodowany przez
łakomstwo ludzi interesu światowy kryzys ekonomiczny.
Oba te zjawiska, tj. (a) zmiany klimatyczne
spowodowane przez pogoń ludzi za zyskiem i władzą,
oraz (b) światowy kryzys ekonomiczny spowodowany
przez niepohamowane łakomstwo ludzkie,
klarownie nam zilustrowały te cechy ludzkie
które w efekcie końcowym sprowadzą już na
obecne pokolenie od dawna przepowiadaną
zagładę.
Oczywiście, naukowcy którzy zajmują się badaniem
generalnych trendów w rozwoju ludzkości, a także
matematycy zajmujący się przewidywaniami,
już dawno odnotowali dokąd niepohamowana
pogoń za zyskiem prowadzi ludzkość. Dlatego
już w 1972 roku tzw. "Club of Rome" (tj. "Klub
Rzymski") opublikował dokument z przewidywaniami
noszący tytuł The Limits to Growth.
Dokument ten przewidywał że niepohamowane
dążenie do wzrostu, do zwiększania i do zysku,
doprowadzi ludzkość do przekroczenia granic
samo-utrzymania się. Z kolei wyjście poza owe
granice spowoduje upadek ludzkości w całym
szeregu obszarów, m.in. upadek produkcji żywności.
W rezultacie umrze ogromna liczba ludzi - tamten
dokument sugeruje liczbę około 3 do 8 miliardów
ofiar tego załamania się naszej cywilizacji.
W 2009 roku podobny model katastrofy jak ten
który postulowali naukowcy z owego "Klubu
Rzymskiego", został też potwierdzony w raporcie
Australijskich badaczy z CSIRO. I ten raport
stwierdza, że ludzkość obecnie zdąża prosto
do katastrofy. Ponieważ ów australijski raport
bazował na już dzisiejszych danych - jakie są
znacznie aktualniejsze od danych z 1972 roku,
był on w stanie precyzyjnie wyznaczyć datę
owego załamania się samo-wystarczalności
ludzkości. Zgodnie z tymi danymi, jeśli nie podjęte
zostaną jakieś drastyczne środki zaradcze, owa
mordercza dla ludzkości katastrofa ma nastąpić
już nie później niż za jakieś 20 lat.
Niezależnie od całych organizacji czy instytucji,
alarm podnoszą również indywidualni naukowcy.
Przykładowo, ja natknąłem się na artykuł pióra
Dr John Robinson (matematyka stosowanego)
o tytule "World shows it's still on course for
destruction" (tj. "Świat ilustruje że nadal zdąża
do zniszczenia") ze strony B5 nowozelandzkiej
gazety
"The Dominion Post",
wydanie datowane w środę (Wednesday), March
4, 2009. Artykuł ten ponownie apeluje o opamiętanie
się i o podjęcie działań, jako że zdaniem jego autora
już wkrótce ludzkość przekroczy punkt po którym
nie będzie już powrotu i nie da się uniknąć katastrofy.
Autor tego artykułu pisze, między innymi, cytuję:
"Business i rząd chce aby ekonomia i liczba ludności
rosła bez końca. To z kolei zaindukowało fundamentalne
wierzenie, że wzrost jest niezbędną cechą kapitalizmu,
że kapitalizm jest niezbędnym wymogiem wolnego
społeczeństwa, oraz że wolność rynku jest bardziej
istotna niż fizyczna rzeczywistość. Wojna propagandowa
zaprzeczyła też istnieniu jakichkolwiek ograniczeń
w świecie." (W oryginale angielskojęzycznym:
"Business and government want the economy and
the population to go on growing forever. This has
led to a fundamental set of beliefs, that growth is
a necessary feature of capitalism, that capitalism
is a necessary feature of a free society, and that
the freedom of the market is more important than
physical reality. A propaganda war has denied
any global limits.")
#H3.
Jaki scenariusz owej zagłady samozadanej sobie przez
ludzi daje się wydedukować z analizy dotychczasowego
zachowywania się ludzi interesu oraz przywódców politycznych:
Jeśli przyglądnąć się działaniom typowych
dzisiejszych polityków, wówczas się okazuje
że potrafia oni tylko elokwentnie mówić,
jednak ich społeczeństwa nigdy nie widzą
konstruktywnego działania. Najlepiej widać
to po reakcjach polityków w 2009 roku na
kryzys ekonomiczny oraz na zmiany klimatyczne.
Z kolei jeśli przyglądnąć się działaniom ludzi
interesu, wówczas wyraźnie widać że jedyne
co ich interesuje, to jak eskalować własne dochody.
Co zaś się dzieje z resztą świata to ich zupełnie
nie obchodzi. Dla mnie osobiście najbardziej
reprezentacyjną postawą ludzi interesu było
postępowanie amerykańskiej korporacji
ubezpieczeniowej o nazwie AIG. Na przekór
że zarząd owej korporacji rządził tak błędnie
iż spowodował straty sięgające bilionów
dolarów, oraz na przekór że ich instytucja
nie upadła tylko dlatego iż otrzymała biliony
dolarów finansowego wsparcia od rządu
USA, owi członkowie zarządu AIG podjęli
decyzję aby wypłacić sobie samym premię
za sukcesy w zarządzaniu w wysokości 165
milionów dolarów amerykańskich - po szczegóły
patrz artykuł "Megabuck bonuses for staff who
led America's biggest loss" (tj. "Milionowe
premie dla kierownictwa które spowodowało
największe straty Ameryki"), ze strony A1
gazety
The New Zealand Herald,
wydanie z poniedziałku (Monday), March 16,
2009.
Postępowanie, mentalność i niemoralność typowych
dzisiejszych polityków oraz ludzi interesu nie
budzi już nadziei aby byli oni w stanie kiedykolwiek
się opamiętać. Wszakże typowi dzisiejsi politycy
postępują zgodnie z zasadą "niech się wali
i pali - byle ja bym zdołał utrzymać się przy
władzy". Z kolei typowi dzisiejsi ludzie interesu
działają zgodnie z zasadą "po mnie to choćby
i koniec świata - byle ja bym zdołał zarobić
jeszcze kilka milionów". W rezultacie jest już
niemal pewnym że owa stara przepowiednia
o samozagładzie większości ludzkości prawie
na pewno się wypełni. Widząc zaś co
się działo z kryzysem ekonomicznym pod
koniec 2008 roku oraz na początku 2009
roku, już obecnie można sobie wyobrazić
jaki będzie scenariusz owej nadchodzącej
samozagłady większości ludzi. Streśćmy
więc teraz krótko ów scenariusz.
Morderczą lawinę zagłady zainicjuje
niespodziewana fala głodu. Głód zaś
sprowadza desperację i szaleństwo
na każdego w taki sam sposób - zarówno
na bogatego jak i na biednego, zarówno
na wpływowego jak i na malutkiego. Ta
fala głodu dopadnie zaś ludzkość kiedy nikt
nie będzie na nią przygotowany. Wszakże
na przekór że klimat Ziemi coraz wyraźniej
się pogarsza, oraz na przekór że naturalne
zasoby Ziemi wyraźnie ulegają wyczerpaniu,
aby utrzymać się przy władzy politycy nadal
będą zapewniali swoje narody że dzięki ich
przywództwu przyszłość wygląda doskonale.
Nadal też będą wiedli swoje kraje po drodze
w przepaść którą już obecnie zdążają. Nadal,
poza Chinami, żaden inny kraj nie wprowadzi
ograniczeń rozpłodności, zaś ludzie nadal
będą się rozmnażali jak króliki - chociaż
zasoby Ziemi topnieją zamiast się rozmnażać.
Politycy nadal też będą kwieciście przemawiali
o swoich wysiłkach poprawy sytuacji - jednak
nadal będą to tylko puste słowa i brak działania.
Z kolei ludzie businessu nadal będą znajdowali
wymówki aby zarabiać krocie kosztem coraz
większego rujnowania natury, lasów i uprawnej
gleby. W pewnym więc momencie ludzkość
przekroczy punkt zawalenia się. Po przekroczeniu
tego punktu wydarzenia zaczną się toczyć z
błyskawiczną szybkością - w podobny sposób
jak w drugiej połowie 2008 roku działo się to
ze światowym kryzysem ekonomicznym.
Najpierw się okaże że w sklepach nawet tych najbogatszych
krajów brak jest już żywności, bowiem jakaś klęska
zniszczyła urodzaje w jednym z ostatnich państw
którego eksport żywności sprawiał wrażenie w
świecie że żywności jest dosyć. Ten brak żywności
zostanie wyolbrzymiony przez rządne sensacji
gazety i telewizję. To zaś spowoduje panikę
i masowe łupienie sklepów z żywnością i
składów żywności przez rozhisterowane tłumy.
Władze zareagują ostro - co spowoduje walki
uliczne. To wówczas broń przejdzie w niepowołane
ręce. Ci zaś co ją posiądą zaczną formować
bandy aby zdobyć dla siebie żywność. Zapanuje
chaos, zaś władze całkowicie utracą kontrolę nad
społeczeństwem. Każdy znajdzie się pozostawiony
samemu sobie. Głód, rabunki i strzelaniny pozostawią
po sobie pierwszych nieboszczyków. Z powodu
chaosu nikt nie będzie ich grzebał. Rozniesie
się zaraza. Ludzie zaczną masowo umierać.
Staną elektrownie, wodociągi i transport.
Rządy i państwa upadną, zaś granice
pomiędzy państwami pozanikają. Zacznie
się raptowna i powszechna ucieczka ludzi z
miast. Fale oszalałych z głodu ludzi zaczną
zalewać wsie formując tam rodzaj "dzikiego
zachodu". Rolnicy którzy nadal będą usiłowali
produkować żywność szybko padną ofiarami
rabusiów i morderców. Natomiast bez żywności,
bez wiedzy jak produkować żywność, oraz
bez możliwości znalezienia miejsca w którym
głodne tłumy pozwoliłyby żywności wyrosnąć,
wkrótce ci co ostaną się zarazie i rabunkom,
ciągle będą padali z głodu i wycieńczenia.
Końcowy efekt będzie niemal jak po bibilijnym
potopie. Ową katastrofę przetrwa więc jedynie
kilku nielicznych, którzy
zdołają umknąć do na tyle ustronnych miejsc
w których głodujące bandy rabusiów ich nie
znajdą, a jednocześnie którzy będą na tyle
obeznani z zasadami przeżywania na dziczy,
że odwołają się do jedzenia dżdżownic,
owadów, ślimaków, korzeni, itp. - aby tylko
przetrwać. Kiedy w końcu natura sama przywróci
balans, ludzi ostanie się już tak mało, że gdy
któryś z nich napotka ślady innego człowieka,
wówczas będzie z radości całował niosącą
je ziemię - tak jak staropolska przepowiednia nam
to zapowiadała.
#H4.
Czy ludzie ciągle są w stanie zapobiec tej katastrofie:
Jeśli ludzie dobrze się zorganizują, wówczas
są w stanie dokonać wszystko co tylko zechcą.
Niestety, zapobiegnięcie tej nadchodzącej katastrofie
okaże się bardzo trudne. Ja osobiście NIE wierzę,
że ludzkość potrafi się do tego zmobilizować.
Powodem jest, że wszystko zostało już zaprojektowane
i rozpędzone w kierunku jej urzeczywistnienia.
Ponadto Bóg katastrofę tą już dokładnie zaplanował,
zaś plany w jej sprawie dał już poznać ludziom -
np. poprzez opisywane tutaj przepowiednie, a
także poprzez zawartość bibilijnej Apokalipsy
Św. Jana - która niemal w całości jest poświęcona
tej właśnie katastrofie. Niemniej gdyby ludzie
zdołali się jakoś zdobyć na spełnienie kilku
ogromnie trudnych warunków, wówczas owa
katastrofa zostałaby uniknięta. Oto owe warunki:
(1) Uświadomienie sobie przez większą proporcję
ludzi że Bóg już zaplanował tą katastrofę i że
właśnie realizuje jej nadejście. Jak wszakże
nam wiadomo, we wszechświecie nic NIE dzieje
się bez wiedzy i bez świadomego działania
Boga.
To również obejmuje ową nadchodzącą katastrofę.
Chociaż więc owa katastrofa będzie spowodowana
przez ludzi, ciągle nastąpi ona tylko ponieważ Bóg
ją tak zaplanował, ponieważ przepowiedział jej
nadejście w już przekazanych ludziom przepowiedniach
i bibilijnych zapisach, oraz ponieważ obecnie Bóg
tak dobiera sytuacje i warunki aby katastrofa ta
faktycznie miała miejsce. Jednak w Jego działaniach zawsze
rzuca się w oczy zasada, że Bóg
unika serwowania ludziom zła co do którego ludzie
już wiedzą że pochodzi ono od Boga i są przygotowani
na jego nadejście. Przykładem tej właśnie
zasady było zaniechanie przez Boga potraktowania
ludzi tzw. "ptasią grypą" opisaną na stronie
plague_pl.htm.
Jednak narazie ludzie trwają w błogiej nieświadomości
że nadchodzi katastrofa i że ich dni są już policzone.
Ciągle też ani nie wiedzą, ani nie chcą wiedzieć, co
ich już niedługo czeka. Tymczasem gdyby większość
ludzi zaczęła się spodziewać nadejścia opisywanej
tutaj katastrofy, oraz zaczęła się przygotowywać na
jej nadejście, wówczas Bóg zaniechałby jej
urzeczywistnienia. Wszakże jedną z manifestacji
boskiej nadrzędności jest, że Bóg zawsze "zaskakuje"
ludzi swymi działaniami i serwuje im to czego ludzie
nie przewidzieli ani na co się nie przygotowali - na
przekór że Bog ich od dawna ostrzegał iż to nadchodzi.
(Taki element "zaskoczenia" jest właśnie jedną z cech
które odróżniają niemożliwe do przewidzenia działania
Boga, od łatwych do przewidzenia działań ludzi.)
Jeśli zaś ludzie odnotują ostrzeżenia, przewidzą co
ma się stać i się przygotują na owo nadchodzące
nieszczęście, wówczas Bóg zwykle wynagradza
ich przezorność i powstrzymuje się przed
zaserwowaniem tego czego ludzie już się
spodziewają.
(2) Zaprzestanie rozmnażania się jak króliki. Jak
narazie tylko Chiny nałożyły ograniczenia na eksplozję
ludzkości. W wielu innych zaś krajach ludzie nadal
rozmnażają się jak króliki. I to na przekór że nasza
cywilizacja dorobiła się już wszystkich tych efektywnych
środków antykoncepcyjnych, a także na przekór że ani w
Biblii autoryzowanej przez samego Boga,
ani też w świętych ksiągach żadnej innej religii, Bóg
wcale nie zabrania ludziom używania metod regulowania
narodzin ani nie zabrania użycia środków antykoncepcyjnych.
Tymczasem zasoby naszej planety NIE są dają się
rozmnażać tak jak ludzie. Dlatego jest istotne aby
ludzkość zrozumiała że jako całość musi kiedyś
wprowadzić ograniczenia na liczbę dzieci. Jak
też wykazuje to artykuł "Rich mull population" ze
strony B1 nowozelandzkiej gazety
The Dominion Post,
wydanie z poniedziałku (Monday), May 25, 2009,
niektórzy zaczynają już przemyśliwać jak to
osiągnąć. Przykładowo, praktycznie wszystkie
kraje świata mogą wprowadzić prawa, że każda
kobieta ma bezwarunkowy przywilej urodzenia tylko
jednego dziecka - za które potem sama przejmuje
rodzicielską odpowiedzialność. Jedynie w przypadku
gdy kobieta ta wykaże się pozostawaniem w trwałym
i dobrze sytuowanym związku małżeńskim z jakimś
mężczyzną nie posiadającym jeszcze przyporządkowanego
sobie dziecka, wówczas może ona się ubiegać o
dodatkowe pozwolenie na urodzenie drugiego dziecka - za
które jednak legalną odpowiedzialność przejmie już jej mąż.
(3) Odrestaurowanie żywnościowej samowystarczalności
każdego kraju. Od jakiegoś czasu obserwujemy
na Ziemi coraz większe obniżanie produkcji żywności.
Jedne kraje, przykładowo Zimbabwe (który to kraj kiedyś
potrafił wyżywić całą Afrykę), zaduszają swoją produkcję
żywności polityczną nieudolnością własnego rządu.
Inne kraje, przykładowo Argentyna (w której przestało
się "opłacać" chodowanie bydła), zaduszają swoją
produkcję żywności poprzez nadmierne podatki
i przez biurokratyczne przeszkody. Jeszcze inne kraje,
przykładowo Chiny, zaduszają swoją produkcję
żywności zbyt dużym naciskiem na rozwój przemysłu
kosztem rolnictwa. Itd., itp. Ten niebezpieczny trend
spadku produkcji żywności jest praktycznie "katastrofą
czekającą aby się zdarzyć" w trakcie najbliższej
"paniki żywnościowej". Wszakże w przypadku gdy
nagle zacznie się "panika żywnościowa" podobna
do "paniki cen ropy naftowej" która w 2008 roku
zapoczątkowała światowy kryzys ekonomiczny,
wówczas nagle się okaże że żywności zacznie
brakować nawet w najbogatszych krajach. To zaś
stanie się zaczątkiem światowego chaosu i anarchii.
Wszakże odbudowania produkcji żywności nie daje
się uzyskać w krótkim czasie, zaś głodni ludzie stają
się także zdesperowanymi ludźmi.
(4) Nałożenie osobistej odpowiedzialności
na zarządzającego każdą instytucją.
Przykładowo, obecne zarządy przemysłu i inych
instytucji są rządzone grupowo przez zarządy,
komitety, itp. Nikt więc nie ponosi osobistej
odpowiedzialności za to co się z nimi dzieje.
Konieczne jest więc aby w przyszłości fabryki
i wszelkie inne instytucje były zarządzane (lub
posiadane) przez tylko jedną osobę która ponosiła
będzie osobistą odpowiedzialność za ich działania.
Tam zaś gdzie wymagana jest mądrość zbiorowa,
inne osoby powinny pełnić jedynie funkcje doradcze,
podczas gdy wszelkie decyzje byłyby autoryzowane
przez pojedyńczego legalnie odpowiedzialnego
za całość (który ma jednak prawo oddelegowania
fragmentów tej odpowiedzialności do ludzi którym
osobiście ufa i których uczyni odpowiedzialnymi
za obszary działalności jakie im powierzył).
(5) Przeorientowanie przemysłu. Niezależnie od
uczynienia zarządzającego każdą instytucją osobiście
odpowiedzialnym za wszelkie działania tej instytucji,
fabryki powinny też zmienić cele produkcji. Dotychczas
produkuje się tylko dla podnoszenia zysku. To
zaś prowadzi do marnotrawstwa zasobów Ziemi
oraz do najróżniejszych wypaczeń. Trzeba więc
zmienić cele i zasady produkcji z generowania
zysku, na uszczęśliwianie ludzi (tj. na generowanie
energii moralnej) - patrz strona
nirvana_pl.htm.
(6) Uwarunkowanie polityków aby zaczęli rozwiązywać
problemy zamiast je rozmnażać. To z kolei wymaga
reformacji całego systemu politycznego - patrz strona
humanity_pl.htm.
Przykładowo, politycy musieliby zacząć być wybierani
tylko na jedną kadencję, po której obowiązkowo musieliby
opuszczać politykę - tak aby nie mieli już powodów do
dotychczasowego przypodobywania się swoim wyborcom
poprzez podejmowanie tylko popularnych i przyjemnych
decyzji. Kadencje polityków powinny wynosić 5 lat - tak
aby mieli oni wystarczająco dużo czasu aby coś ulepszyć,
ale zbyt mało czasu aby zniszczyć swój kraj. Itd., itp.
(7) Zmienienie systemu politycznego na totalizm.
Powody tego zmienienia opisane są na stronie
partia_totalizmu.htm.
Zmiana ta spowodowałaby, że nowy system polityczny
łączyłby w sobie zalety zarówno kapitalizmu jak i socjalizmu,
a jednocześnie byłby pozbawiony wad owych starych
systemów politycznych.
Część #I:
Staropolskie "wierzenia" o jakich twierdzono że sprawdzają się jak "przepowiednie":
#I1.
Zdefiniujmy "wierzenia" które omawiane są w niniejszej części:
Pod nazwą "przepowiednie" typowo rozumiane
są zapowiedzi jakichś zdarzeń o wysoce historycznym
znaczeniu, które po zapowiadanym nadejściu
swoimi następstwami mają dotknąć wielu ludzi
naraz. Przepowiednie typowo działają na zasadzie
"Bóg to zaplanował i kiedyś to zrealizuje, zaś że to
właśnie teraz nadchodzi (lub już nadeszło)
świadczą takie to a takie znaki". Wszystko
to co opisano przed niniejszym punktem tej
strony jest przykładem "przepowiedni".
Jednak w folklorach poszczególnych narodów
znane są też jakby "małe przepowiednie" - które
najczęściej nazywane są słowem wierzenia.
Jednak czasami nazywane są one też innymi
słowami, przykładowo "ostrzeżenia", "zakazy",
lub "przekleństwa".
Owe "wierzenia" także jakoby mają się sprawdzać,
tyle że ich następstwa mają dotykać tylko pojedyńczych
ludzi, albo małe zbiorowości (np. rodziny, instytucje,
czy grupy zawodowe). Wierzenia owe działają
na zasadzie "uważaj, bo jeśli uczynisz to, wówczas
spotka cię tamto". Znaczy ich wypełnianie się jest
opisane działaniem tzw.
praw moralnych.
Wypełnienie się danego wierzenia całkowicie
też zależy od naszej woli. Następuje ono bowiem
tylko jeśli to my podejmiemy najpierw jakieś
zakazane działania zdefiniowane danym wierzeniem.
Wierzenia należy wyraźnie odróżniać od tzw.
"zabobonów", na które - podobnie jak w
przepowiedniach, my też nie mamy żadnego
wpływu, bowiem działają one według zasady
"jeśli pojawi się taki oto znak, wówczas to oznacza
że już wkrótce spotka cię tamto". Przykładem wierzeń
może być tzw. przekleństwo wynalazców
opisane w punkcie #11 strony
fe_cell_pl.htm,
czy w punktach #H1 do #H4 strony
newzealand_visit_pl.htm.
Co do owego "przekleństwa wynalazców" to ja już
jego działanie sprawdziłem i wiem że faktycznie
wypełnia się ono w praktyce. Niniejsza część tej
strony omawia co bardziej interesujące z takich
właśnie "wierzeń" powtarzanych przez mieszkańców
Polski z lat 1950-tych.
#I2.
"Ten kto marnuje żywność w późniejszym życiu doświadczy braku tego co zmarnował":
Dla mieszkańców Polski w toku wieków
żywność była rodzajem świętości. Jako
też rodzaj świętości traktowano żywność
ciągle w czasach mojej młodości, tj. w Polsce
lat 1950-tych. Do dzisiaj żywo pamiętam
jak mój dziadek całował i przepraszał
kromkę chleba która przypadkowo mu
wymknęła się z ręki i upadła na podłogę.
Pamiętam też jak moi rodzice nigdy NIE
pozwolili zmarnować się żadnej odmianie
żywności. Do zaś owej kategorii "żywności"
zaliczano wówczas wszystko co dawało
się zjeść, poczynając od chleba, poprzez
wszelkie mięsa, a kończąc na owocach.
Szacunek do żywności był aż tak duży,
że ówcześni ludzie nigdy nie usiedliby
do wspólnego posiłku przy stole w tym
samym "roboczym ubraniu" jakie używali
do pracy - tak jak to czyni się w dzisiejszych czasach.
Do każdego wspólnego posiłku przy stole
ludzie zawsze też wówczas przebierali
się w specjalne "obiednie ubranie" które
musiało być odpowiednio czyste i eleganckie,
aby móc być godnym obcowania ze świętą
żywnością.
Podczas moich licznych podróży po świecie
odkryłem także że żywność uważana kiedyś była
za "świętą" w praktycznie każdym folklorze świata.
Niestety, olśnieni dobrobytem ostatnich czasów
młodzi ludzie pomału o tym zapominają (czego
jednym z następstw zapewne będzie wypełnienie
się przepowiedni opisanej powyżej w punkcie #H3
tej strony). Przykładowo, w punktach #D1 i #D3 strony
fruit_pl.htm
wyjaśniam dlaczego orzechy kokosowe oraz
banany w wielu tropikalnych krajach uważane
są za "święte", zaś miejscowa ludność twierdzi
że drzewa które je rodzą wykazują nadprzyrodzone
cechy.
Ścisłym następstwem "świętości" wszelkiej
żywności było owe ludowe "wierzenie" jakie
powszechnie powtarzano młodym ludziom w Polsce
lat 1950-tych. Wierzenie to stwierdzało jeśli
będziesz w jakikolwiek sposób marnował żywność,
wówczas nadejdzie dla ciebie taki czas że zabraknie
ci tej żywności którą zmarnowałeś. Czy owo
staropolskie wierzenie faktycznie wypełnia się z
żelazną konsekwencją, tego dotychczas NIE miałem
możliwości zaobserwować i sprawdzić. Tak się bowiem
składa, że marnowanie żywności jest raczej wysoce
prywatnym zajęciem jakie normalnie dokonywane
jest w zaciszu własnego domu i typowo inni ludzie
o nim nie wiedzą. W rezultacie, dotychczas NIE
znałem nikogo co do kogo byłbym pewny że
faktycznie celowo marnuje on żywność. Zresztą,
nawet gdybym takiego kogoś znał, aby być pewnym
co do jego losu musiałbym go obserwować przez
wiele lat. Wszakże spełnianie się wierzeń z reguły
następuje dopiero po wielu latach. Jednak od jakiegoś
czasu owa sytuacja uległa zmianie. Natknąłem się bowiem
na informację o dwóch dużych instytucjach które
zaczęły celowo marnować żywność (a ściślej - celowo
niszczyć owoce "kiwi" dla sztucznego podwyższenia
ich cen). Na czym polegały działania tych instytucji
opisałem to w punkcie #D5 strony
fruit_pl.htm.
Losy zaś instytucji daje się łatwiej śledzić niż losy
indywidualnych ludzi. Wszakże jeśli instytucje te
upadną - bo zabraknie im towaru który kiedyś
marnowały, wówczas typowo napiszą o tym
najróżniejsze gazety, zaś ja przypadkowo
mogę o tym kiedyś przeczytać.
Staropolskie wierzenie że żywność jest święta
i że jako świętości nie wolno jej marnować, wynika
zapewne aż z kilku źródeł. Przykładowo, leżąc
na skrzyżowaniu wszelkich szlaków przez Europę,
Polska zawsze była dręczona najazdami i wojnami.
Z kolei wynikiem końcowym owych najazdów i wojen
zawsze okazywał się brak żywności. Żywność
zapewne była uważana też za świętą z powodu
ilości pracy i środków które należało włożyć aby
ją wyprodukować. Wszakże w dawnych czasach
żywności się nie "importowało" z jakichś dalekich
krajów - gdzie bez naszego wysiłku produkowały
ją bezimienne istoty, a produkowało się ją na
miejscu wysiłkiem własnych rąk, pracy i potu.
Świętość żywności potwierdzana jest też
przez religię i nawet pośrednio podkreślana w
Biblii.
Wszakże np. "chleb" symbolizuje "ciało Chrystusa".
Z kolei "owoce" symbolizują sobą wszystko co
wymaga uprzedniego wkładu pracy i pielęgnacji.
Natomiast mięso jest dostępne do konsumpcji tylko
jeśli jakiemuś stworzeniu odbierze się życie - zaś
życie jest święte i bez absolutnej potrzeby nie wolno
go odbierać. W końcu świętość żywności daje się
też wydedukować logicznie z istnienia i działania tzw.
praw moralnych
oraz z faktu, że
każdy żywy organizm, włączając w to organizmy które produkują żywnosć, posiada duszę.
W swoich badaniach natknąłem się kiedyś na działanie
prawa moralnego
którego zasada działania sugeruje, że owo staropolskie
wierzenie o losach ludzi którzy celowo marnują
żywność faktycznie powinno się wypełniać. Prawo
to nazywa się "Prawem Drabiny Partnerskiej", zaś
jego opis zawarty jest w podrozdziałach I4.1.1
(patrz tam punkt #6C) z tomów 5 monografii
[8/2],
[1/5], oraz
[1/4].
Zasada działania tego prawa moralnego w
odniesieniu do omawianego tutaj wierzenia
o żywności wynika z faktów opisanych na
stronie internetowej
soul_proof_pl.htm.
Mianowicie, jak opisano na owej stronie
soul_proof_pl.htm,
każdy obiekt wszechświata, włączając w
to każdy owoc, a także każde drzewko
które rodzi owoce, posiada inteligentną
"duszę". Owa zaś inteligentna dusza
panuje nad materią naszego świata
fizycznego. Po szczegóły tego
panowania duszy nad materią, a także
po naukowe dowody że dusza faktycznie
istnieje - patrz punkty #E7 i #E7.1
na tamtej stronie
soul_proof_pl.htm.
Jeśli więc ktoś zrazi do siebie "dusze"
jakichś owoców przykładowo poprzez
marnowanie "ciał" tychże owoców,
wówczas w ramach zemsty owe inteligentne
dusze uczynią pewnym aby ten ktoś
stopniowo zesuwał się w dół "drabiny
partnerskiej" z owocami, aż pewnego
dnia zostanie całkowicie pozbawiony
tego co wcześniej marnował.
#I3.
"Ten kto źle potraktuje swoich gości
będzie ukarany przez Boga zaś przywilej
goszczenia będzie mu odebrany":
Motto:
"Gdybyś żył w latach 1930-tych, czy zaryzykowałbyś odwiedzenie hitlerowskich Niemiec?"
W omawianych tutaj czasach Polski lat
1950-tych, szczególne znaczenie przykładano
do gości i do przywileju goszczenia. Gości
i przywilej goszczenia uważano wtedy
za rodzaj daru Boga oraz szczególnego
wyróżnienia i przywileju. (Oczywiście,
podobnie jak i w dzisiejszych czasach,
wyjątek stanowili wówczas tzw. "nieproszeni
goście", np. wrogowie, agresorzy, bandyci,
piraci, itp. - obrona przed których wejściem
do naszego "domu" była wówczas klasyfikowana
jako jeden z naszych podstawowch obowiązków.)
To wyjątkowe znaczenie goszczenia wyrażają
też staropolskie przysłowia i powiedzenia
w rodzaju "czym chata bogata, tym rada".
Jednym też z wierzeń jakie w przeszłości
przywiązane było do gości i do goszczenia
stwierdzało że "Ten kto źle potraktuje
swoich gości będzie ukarany przez
Boga zaś przywilej goszczenia będzie
mu odebrany". Co ciekawe, poza Polską
podobne wierzenie o świętym obowiązku
opiekowania się swymi gośćmi kultywowane
też było u sporej liczby innych narodów
świata. Istnieją nawet przesłanki które
sugerują, że obowiązek tej został wpisany
na trwałe do ludzkiego organu "sumienia",
oraz że w działaniu są też jakieś
prawa moralne
które nim zarządzają.
Folklor ludowy NIE jest jedynym źródłem który
uwydatnia szczególne znaczenie gościnności.
Złamanie świętego obowiązku gościnnego
potraktowania przybyszów i gości jest bowiem
surowo karane nawet przez Boga. Jego znaczenie
podkreśla m.in.
Biblia autoryzowana przez samego Boga.
Faktycznie też odmówienie komuś gościnności
Biblia zalicza do wykazu uchybień za jakie
wręcz wysyłanym jest się do piekła (w bibilijnym
zrozumieniu "piekła" omówionym w punkcie #J2.2 strony
soul_proof_pl.htm) -
przykładowo patrz
"Ewangelia według św. Mateusza" 25:42-43,
cytuję: "Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść;
byłem spragniony, a nie daliście Mi pić,
byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie;
byłem nagi, a nie przyodzialiście Mnie;
byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedzieliście
Mnie".
O oczywistym fakcie że ci co źle traktują swoich
gości będą potem omijani z daleka przez potencjalnych
odwiedzających, świadczy również logika i zdrowy
rozsądek. Wszakże jeśli potencjalni odwiedzający
z czasem dowiedzą się, że w jakimś miejscu ktoś
ich systematycznie morduje, gwałci, dyskryminuje,
prześladuje, itp., wówczas zaprzestaną odwiedzać
to miejsce - po przykład takiej właśnie reakcji w
rzeczywistym życiu patrz artykuł "Rape sparks
warning to tourists" (tj. "Gwałt spowodował ostrzeżenie
turystów"), ze strony A10, nowozelandzkiej gazety
Weekend Herald,
wydanie datowane w sobotę (Saturday),
January 24, 2009. W dzisiejszych zaś
czasach, kiedy dochód wielu krajów zależy
od turystyki, takie zaprzestanie odwiedzania
oznaczało będzie początek problemów ekonomicznych.
Ilustracje niekorzystych następstw złego traktowania
swych gości można znaleźć również w historii.
Wszakże historia wielu ziem ujawnia, że w obszarach
które zamieszkiwane były przez niegościnne
plemiona lub narody, z czasem eskalowało się
zdziczenie. Zdziczenie to typowo wiodło nawet do
ludożerstwa.
(Jak zaś ilustruje to punkt #F1 na stronie
karma_pl.htm,
droga od zdziczenia do ludożerstwa wcale
NIE jest aż tak daleka.)
Jeśli nawet takie ludożercze plemiona same z czasem
się całkowicie nie pozjadały, wówczas inne współżyjące
z nimi narody miały ich już tak dosyć, że w jakimś
historycznie dogodnym momencie czasu całkowicie je
anihilowały. Historia więc poucza, że brak gościnności
może wieść do zdziczenia i do upadku cywilizacyjnego,
owo zaś zdziczenie może wieść nawet do ludożerstwa,
zaś ludożerstwo może wieść do całkowitej anihilacji
danego plemiona lub narodu.
Na przekór powyższych wielopoziomowych ostrzeżeń
o katastroficznych następstwach zaniedbywania
świętego obiowiązku gościnności, dzisiejszy świat
staje się coraz bardziej niegościnny. I to NIE tylko
w stosunku do owych tzw. "nieproszonych gości" -
czyli dla wrogów, agresorów, okupujących armii,
piratów, uprowadzicieli, itp. (których zresztą ostatnio
coraz częstrze pojawianie się na świecie też jest
przejawem ekstremizmu w braku gościnności).
Ów eskalujący się upadek gościnności wobec
niewinnych odwiedzających widzimy obecnie
praktycznie w każdym obszarze. Zaczyna się
on od rzeczy pozornie małych, przykładowo od
eskalowania zaproszeń typu "potluck" - kiedy
to zapraszanemu nakazuje się aby przyniósł
ze sobą żywność którą będzie konsumował,
albo od kampanii wyborczych w których jakaś
miejscowa nacjonalistyczna partia zacznie
obiecywać zaprzestanie wpuszczania emigrantów
do "naszego kraju". To ukierunkowanie lokalnej
"kultury wygodnictwa" jest najwidoczniej jednym
z istotnych czynników które zwolna wiodą potem
do bardziej poważnych wykroczeń w rodzaju czepiania się,
prześladowania, gwałtów, czy nawet do mordowania
przyjezdnych - patrz artykuł "Tragic story behind
NZ visit" (tj. "Tragiczny koniec wizyty w Nowej Zelandii"),
ze strony A7 nowozelandzkiej gazety
The Dominion Post,
wydanie z czwartku (Thursday), February 5, 2009.
Jeśli zaś te zachowania NIE są zwalczane, wówczas
może dochodzić do sytuacji które znamy już dobrze
z hitlerowskich Niemiec - mianowicie kiedy mieszkańcy
danego państwa zaczynają otwarcie nawoływać do
usuwania z pracy i do wypraszania ze "swego kraju"
emigrantów których uprzednio do siebie zaprosili -
patrz artykuł "Sloppy thinking on jobs unfair to
immigrants" (tj. "Leniwe myślenie o zatrudnieniu
jest niesprawiedliwe dla emigrantów"),
ze strony C2 nowozelandzkiej gazety
The Dominion Post,
wydanie z wtorku (Tuesday), April 21, 2009;
albo też artykuł "Chinese student alleges discrimination"
(tj. "Chińska studentka oskarża o dyskryminację")
ze strony A5 nowozelandzkiej gazety
The Dominion Post,
wydanie ze środy (Wednesday), May 6, 2009.
Z kolei, jak Hitler wymownie nam to zademonstrował,
od wypraszania emigrantów NIE jest już wcale
tak daleko do formowania ładnie ponazywanych
obozów koncentracyjnych dla "niechcianych
przybyszy" oraz do wstąpienia na drogę wiodącą
ku zdziczeniu.
Mnie osobiście najbardziej martwi upadek gościnności
w stosunku do naukowców, wynalazców i innych
twórców. Jeśli bowiem przeglądnie się historię
nowych odkryć i wynalazków, znacząca większość
z nich dokonywana była przez kogoś kto tworzył
w danym miejscu przebywając tam na prawach
gościa lub wizytującego - jako przykłady rozważ
Marię Curie-Skłodowską, Ernsta Rutherforda, albo
Aleksandra Możajskiego.
Takie więc coraz powszechniejsze obecnie praktyki
"anty-gościnności", jak usuwanie naukowców-emigrantów
z pracy (np. patrz artykuł "Lecturer fails to get his
job back" - tj. "Wykładowcy nie udało się odzyskać
swej pracy", ze strony A4 nowozelandzkiej gazety
The Dominion Post,
wydanie z piątku (Friday), March 28, 2008),
zaprzestawanie zaproszeń na wizyty czy na
gościnne wykłady, itp., będzie prowadziło najpierw
do zamrożenia, a potem do stopniowego upadku
nauki i techniki.
Podsumowując starą prawdę którą chcę tutaj
przypomnieć, to wszystko może zacząć się
od pozornie małoznaczącego upadku
gościnności, zaś może się zakończyć
nadejściem epoki "wtórnego średniowiecza"
czy nawet powrotu obozów koncentracyjnych.
#I3.1
Bóg natychmiast karze tych co odmawiają gościnności:
W typowych sprawach "Bóg jest nierychliwy
chociaż sprawiedliwy". Dlatego jeśli nabroi
jakaś indywidualna osoba,
"kara boska" (czy "karma")
za to nabrojenie dopada ją czasami dopiero
po jakichś 10 lub nawet więcej latach. Jeśli
zaś nabroi cały naród czy państwo, wówczas
"kara boska" (czy "karma")
za to nabrojenie dopada je czasami po więcej
niż 100 latach. Przykładowo, byłe państwa
kolonialne dopiero obecnie spłacają "karmę"
którą sobie nagromadziły podczas swoich
kolonialnych czasów. Dlatego jest rodzajem
szoku kiedy się przekonujemy, że ci którzy
zaniedbują świętego obowiązku gościnności
wobec nic im nie winnych przybyszy są karani
przez Boga praktycznie natychmiast. Dowody
na owo natychmiastowe wymierzanie kary
przez Boga każdy jest w stanie dostrzec - jeśli
tylko uważnie rozglądnie się dookoła. Przykładowo,
w odniesieniu do całych państw żyjących
z turystyki dowody te mogą przyjmować np.
formę nagłych epidemii - jak ta raportowana
w punkcie #D4 ze strony
plague_pl.htm,
albo też formę lawinowych rezygnacji z przyjazdów
turystycznych - jak te raportowane w artykule
"Japanese avoid NZ after swine flu" (tj. "Japończycy
unikają Nowej Zelandii z powodu świńskiej grypy"),
ze strony A1 nowozelandzkiej gazety
The Dominion Post,
wydanie z wtorku (Tuesday), May 12, 2009),
w którym raportowano kancelację 75% rezerwacji
turystycznych przylotów do Nowej Zelandii.
W przypadku indywidualnych osób niezawodne
odnotowanie dowodów na owo natychmiastowe
karanie przez Boga jest dosyć trudne. Wszakże
indywidualne osoby NIE mają zbyt wielu okazji
do goszczenia przybyszy. Jeśli zaś już kogoś
goszczą, wówczas postronni obserwatorzy NIE
mają zbyt dobrych okazji aby to zaobserwować
i ocenić. Jednak w przypadku całych narodów
czy państw, w dzisiejszych czasach NIE ma
najmniejszej trudności z odnotowaniem poziomu
ich gościnności wobec niewinnych przybyszy.
Wszakże wystarczy sprawdzić jak łatwo uzyskać
u nich "wizę roboczą", sprawdzić jak traktują
one tzw. "emigrantów", albo poczytać czy
otaczają one płotami i murami swoje granice
i czy wsadzają przybyszy do dobrze strzeżonych
"obozów dla internowanych".
Jeśli się sprawdzi następstwa gościnności i potraktowania
niewinnych przybyszy przez poszczególne państwa,
wówczas wynik jest szokujący. Okazuje się bowiem
że państwa które niegościnnie i paskudnie traktują
niewinnych przybyszy, są natychmiast trapione
tzw. aktami Boga. (Przez "akty Boga"
rozumie się wszelkie nieszczęścia, które nie
mają systematycznego ani ogólnoświatowego
charakteru, a które losowo wyniszczają jakiś
wybrany obszar ziemi. Przykładami "aktów Boga"
są pożary, susze, powodzie, trzęsienia ziemi,
wybuchy wulkanów, plagi, zarazy, lokalne wojny,
itp.) Co nawet ciekawsze, takie "akty Boga"
pojawiają się w tychże państwach i narodach
niemal natychmiast po tym jak podejmują one
jakieś następne działanie które obniża ich
gościnność wobec przybyszy - np. natychmiast
po wybudowaniu jakiegoś muru czy płota na
granicy, po zamknięciu granic, po podjęciu
uchwały o tworzeniu obozów dla internowanych, itp.
Jednocześnie państwa i narody które gościnnie
i z otwartymi rękami przyjmują przybyszy, są
natychmiast wynagradzane wzrostem swojej
zamożności i zanikiem "aktów Boga" które by
je lokalnie wyniszczały.
W niniejszym punkcie NIE mam zamiaru dokumentować
sprawy, a jedynie pragnę zasygnalizować
regularność którą czytelnik sam potem może
sobie sprawdzić. Regularność ta zaś stwierdza,
że zgodnie z ostrzeżeniem zawartym w
Biblii,
Bóg NIE ma tolerancji dla kogokolwiek kto
odmawia niewinnym przybyszom swej gościnności.
Każde też państwo i naród które jakimś swoim
działaniem pominiejsza swoją gościnność wobec
niewinnych przybyszy, jest natychmiast karane
tzw. "aktami Boga". Dowody zaś tego karania
widać klarownie jeśli tylko rozglądnąć się po
dzisiejszym świecie.
#I4.
"Agresor zawsze w końcu przegrywa":
Kolejne stare wierzenie stwierdzało, że
"w przypadku czyjejś agresji, w końcowym
efektcie agresor zawsze przegrywa". Przez
agresora rozumiany jest ten kraj czy ten
osobnik który z wojowniczymi zamiarami
wkracza w przestrzeń życiową kogoś innego.
Najlepiej wypełnianie się owej reguły, że "agresor
zawsze w końcu przegrywa", widać na przykładach
agresywnych wojen. Kilka zaś z takich agresywnych
wojen, które w końcowym efekcie zawsze przegrywane
były przez agresora, omówiono na stronie
bitwa_o_milicz.htm.
Wszelkie agresywne wojny zawsze też były prowadzone
mniej lub bardziej otwarcie aż do chwili kiedy
agresor je przegrał.
Część #J:
Generalne prawidłowości:
#J1.
"Jeźdźcy Apokalipsy" - dlaczego dawni ludzie tak właśnie nazywali dzisiejszą sytuację na Ziemi:
Żyjemy w przełomowych czasach. Faktycznie
to na naszych oczach wypełniają się prastare
przepowiednie. Ktoś czy coś skrycie, kawałek
po kawałku, fizycznie i psychicznie wykańcza
naszą cywilizację i planetę. Nie trzeba mieć
orlich oczu aby to odnotować. Przykładowo,
jeśli tylko rozpatrzyć pierwszą dekadę października
2005 roku, wówczas odnotuje się: (1) zamach
bombowy na tropikalnej wyspie Bali z soboty
dnia 1 października 2005 roku (około 30 zabitych),
(2) huragan "Stan" w Meksyku i Guatemali w
poniedziałek 3 października 2005 roku z wieloma
tysiącami ofiar, (3) mordercze trzęsienie ziemi
w Pakistanie z niedzieli dnia 9 października
2005 roku o sile 7.6 w Skali Richtera, z około
60 000 zabitych ludzi (patrz artykuł "Quake
toll more than 54 000" ze strony B2 nowozelandzkiej gazety
"The Dominion Post",
wydanie z Tue., 18 October 2005), (4) grad
wielkości piłek tenisowych masakrujący
Australijczykow z tropikalnego Queensland
w dniu 13 października 2005 roku, (5) nadciągająca
ogólnoświatowa "pandemia" ptasiej grypy,
oraz cały szereg mniejszych nieszczęść.
Natomiast kilka dni wcześniej (tj. 24 września
2005 roku) huragan "Rita" zdewastował
Teksas w USA mordując kilkudzisięciu ludzi.
Równocześnie z nim pojawił się też tajfun
"Damrey" w Chinach i Wietnamie mordując
tam kilkaset ludzi. Taki ciąg nieszczęść jest
kontynuowany na Ziemi nieustannie przez
cały czas jaki upłynął od powyżej wskazanych
przykładów.
W Biblii owo spiętrzenie wywoływanych sztucznie
kataklizmów nazywane jest "Jeźdżcami Apokalipsy".
Wielu sceptyków ciągle uważa, że nie mają one
nic wspólnego z obecną sytuacją na Ziemi, a
opisują jakąś nieokreśloną abstrakcję. Jednak
rozważ czytelniku, jak byś ty sam nazwał dzisiejszą
sytuację na Ziemi, gdybyś żył w starożytności
jednak za pośrednictwem jakiegoś cudownego
objawienia pokazano by ci to wszystko co właśnie
obecnie dzieje się na Ziemi. Wszakże jedyny środek
lokomocji jaki byłby wówczas ci znany, to jazda
wierzchem na koniu. Nie znałbyś też maszyn,
stąd np. samochód, czołg, samolot, a nawet
satelita, byłby dla ciebie tylko rodzajem "konia".
Jak byś więc nazwał wówczas sytuację, gdybyś
zobaczył istoty ujeżdżające takie "latające konie"
i albo celowo albo też przez zwykłą głupotę
rozprzestrzeniające po Ziemi wszelkie formy
zniszczenia które widzomy wokół siebie w
dzisiejszych czasach. Czy w takiej sytuacji
nie użyłbyś właśnie nazwy "Jeźdźcy Apokalipsy"
aby opisać niszczycielskie działania owych
morderczych "koni" i ujeżdżających je istot?
#J2.
Związek pomiędzy przepowiednią, a charakterystyką miejsca na Ziemi w którym jest ona kultywowana:
Wygląda na to, że istnieje szczególna zależność
pomiędzy określonymi miejscami na Ziemi,
a rodzajem przepowiedni które w miejscach
tych są kultywowane, oraz które z udziałem
tych miejsc potem się wypełniają. Przykładem
tego związku są losy niewielkiej wioski nazywanej
Wszewilki
w jakiej miałem przyjemność się urodzić i
wychować. Wszakże to w owej wiosce ja
zasłyszałem niemal wszystkie przepowiednie
jakie opisuję na niniejszej stronie. Osobiście
wierzę, że owa obfitość przepowiedni znanych
i powtarzanych przez mieszkańców owej
wioski wynika właśnie z jej unikalnego
charakteru. Wszakże Wszewilki zawsze
były nośnikiem pokoju i dobrobytu. Zawsze
zamieszkane były przez wolnych ludzi. Nigdy
nie były czyjąkolwiek własnością. Zawsze też
zabezpieczały dobrobyt i przeżycie pobliskiego
Milicza
który był miastem należącym do Biskupa
Wrocławia. Zawsze w pobliżu Wszewilek
przytrafiały się raczej niezwykłe zdarzenia.
Wszystko też wskazuje na to, że na przekór
swej skromności, to właśnie we Wszewilkach
wypracowany został słynny styl architektoniczny,
znany obecnie na całym świecie pod nazwą
"tudor" (do dzisiaj widoczny na Kościele Św.
Andrzeja Boboli z pobliskiego Milicza) - chociaż
za to osiągnięcie obecnie nikt nie oddaje kredytu
tej małej wiosce. Niestety, od 1875 roku ta
pokojowa, produktywna, oraz nikomu nic nie
winna wioska zaczęła być zawzięcie prześladowana
przez jakiegoś niewidzialnego choć potężnego
wroga. Wróg ten staranował nowo-budowaną
linią kolejową miniaturowy ryneczek Wszewilek
wraz z jej kościółkiem pokazanym na stronie
wszewilki_jutra.htm.
(Przebieg owej linii kolejnowej złośliwie
zbaczającej ku zachodowi ze swej prostej drogi
tylko po to aby staranować były ryneczek wsi
Wszewilki
doskonale zilustrowany jest na dokładnym zdjęciu satelitarnym
tej wioseczki, pokazanym na stronie internetowej
http://maps.google.com/maps?ll=51.551406,17.286901&spn=0.026010,0.058545&t=k&hl=en.
Odnotuj, że stawy widoczne na owym zdjęciu
po wschodniej stronie tej wioseczki, zostały
uformowane dopiero około 1990 roku i to w
tak złośliwy sposób aby zalać pozostałości
1000-letniego historycznego młyna wodnego
owej wioski który przez wiele wieków dostarczał
ekonomicznej bazy jej dobrobytu.) Ów niewidzialny
wróg systematycznie wyniszczył też wszystko
co nosiło w sobie ślady chwalebnej przeszłości
tej wioski. Ponadto zdewaluował on jej zasobność
i kluczowe znaczenie. Dla Wszewilek ów niewidzialny
wróg wypełnił więc rolę lokalnego "Jeźdźca Apokalipsy".
Tak nawiasem mówiąc, to faktycznie koleje losów
owej małej i skromnej wioski są zdumiewająco
podobne do kolei mojego własnego losu.
Część #K:
Podsumowanie, oraz informacje końcowe tej strony:
#K1.
Podsumowanie tej strony:
Przez setki lat folklor narodowy Polaków
powtarzał sobie najróżniejsze przepowiednie.
Wierzył też w nie głęboko - chociaż w owych
czasach przepowiednie te wcale się NIE
wypełniały. Tymczasem teraz, kiedy żyjemy
w czasach gdy owe prastare przepowiednie
zaczęły właśnie się wypełniać, nagle przestaliśmy
w nie wierzyć! Czyżby było to jeszcze jednym
potwierdzeniem dla prawdy starego powiedzenia
że "gdy Bóg chce kogoś pokarać, najpierw
odbiera mu rozum" (tj. najpierw czyni go głuchym
na głosy rozsądku)?
#K2.
Inne pokrewne strony o podobnej tematyce:
Tych z czytelników których zainteresowały zaprezentowane tutaj informacje,
chciałbym poinformować że istnieje aż cały szereg innych totaliztycznych
stron internetowych, które również omawiają bardzo podobne tematy.
Wszystkie owe strony można wywoływać za pośrednictwem
"Menu 2" i
"Menu 4".
Prawdopodobnie najważniejszą z nich jest strona o nazwie
"zło"
która ujawnia, że wszelkie zło na Ziemi bierze swój początek od moralnie
zdegerowanych istot obecnie nazywanych "UFOnautami", zaś w
przeszłości nazywanych przez ludzi "diabłami". Wyjaśnia ona
również dlaczego owi UFOnauci są bliskimi krewniakami ludzi i to
tak do nas podobnymi, że normalni ludzie urodzeni na Ziemi
mają poważne trudności z ich odróżnieniem od siebie.
Strona
"podmieńcy"
wyjaśnia, że owi bliscy krewniacy ludzkości celowo podszywają
się pod ludzi aby tym lepiej utrzymywać nas w zniewoleniu.
Ponieważ jednak są oni niemal identyczni do nas, bez poznania
po czym daje się ich odróżniać od siebie, normalnie nie jest się
w stanie rozpoznać który z nich zagnieździł się w naszym otoczeniu.
Strona "podmieńcy" wyjaśnia też cechy po jakich daje się rozpoznać
owych "UFOnautów-podmieńców".
Z kolei inna strona o nazwie
"ludobójcy"
podsumowuje najważniejsze sposoby mordowania ludzi przez owych
UFOnautów-podmieńców, jakich ostatnio użyli oni na Ziemi.
Strona
"plaga"
wyjaśnia m.in. jak przygotować się na nadejście zarazy tzw. "ptasiej grypy"
do sprowadzenia której na Ziemię UFOnauci właśnie szybko zdążają.
Strona
"uzdrawianie"
opisuje naturalne metody folklorystycznego leczenia gryp i innych chróbsk.
Kolejna strona o nazwie
"huragany"
wyjaśnia jaki jest mechanizm technicznego formowania huraganów i tajfunów
przez UFOnautów, oraz jakimi cechami takie techniczne huragany i tajfuny
się odznaczają.
Jeszcze inna strona o nazwie
"tornado"
opisuje jak UFOnauci wyniszczają ludzkość poprzez techniczne indukowanie
morderczych tornad, oraz jak rozpoznawać takie tornada wywołane technicznie
przez UFO.
Kolejna strona o
"UFO-chmurach"
opisuje relatywnie częsty sposób ukrywania się wehikułów UFO przed wzrokiem ludzi,
porzez otoczenie tych wehikułów technologicznie uformowaną chmurą.
Ponadto czytelników może też zainteresować strona poświęcona interpretacjom
zdjęć UFO,
a także zdjęć
kosmitów.
Dwie następne strony o miastach
Malbork i
Wrocław
opisują m.in. podziemne bazy w jakich UFOnauci parkują swoje wehikuły w celu
ukrycia ich przed wzrokiem ludzi. Z kolei strona
Columbia
pokazuje i interpretuje zdjęcie które ujawnia że prom kosmiczny "Columbia" został
zaatakowany i zniszczony przez wehikuł UFO. Nastepna strona o nazwie
WTC
prezentuje material dowodowy ze rowniez drapacze chmur nowojorskiego WTC
zostaly odparowane przez wehikuly UFO.
Jeszcze inna strona o chińskim
sejsmografie
działającym na zasadzie energii "chi" (również dostępna poprzez
Menu 2" i
Menu 4")
wyjaśnia że od niemal 2000 lat znane jest ludziom urządzenie techniczne do zdalnego
wykrywania, które ostrzega o zbliżającym się trzęsieniu ziemi na długo zanim owo
trzęsienie ziemi zdoła do nas dotrzeć. Jednak UFOnauci blokują zbudowanie tego
urządzenia. Wszakże nie byliby wówczas w stanie nas już tak łatwo niszczyć i
mordować.
Strona
lepsza ludzkość
wskazuje nam jak możemy stopniowo naprawiać i eliminować zło sprowadzane na nas
przez UFOnautów, aby w końcu móc całkowicie usunąć te szatańskie istoty z Ziemi.
Warto także okresowo sprawdzać "blogi totalizmu"
z jakich niektóre działają już od kwietnia 2005 roku,
np. pod adresami:
totalizm.wordpress.com,
totalizm.blox.pl/html,
oraz
newfreehost.com/god.
(Odnotuj że wszystkie te blogi są lustrzanymi
kopiami o takiej samej treści wpisów.)
Wszakże na "blogu totalizmu" wiele ze spraw
omawianych na tej stronie naświetlane jest
na bieżąco dodatkowymi komentarzami i
informacjami spisywanymi w miarę jak nowe
zdarzenia stopniowo rozwijają się przed
naszymi oczami.
Czytelników pragnących przedyskutować
dowolny z tematow poruszonych na tej stronie,
lub na innych stronach totalizmu, prawdopodobnie
zainteresuje wiadomość, że tematy te są
dyskutowane publicznie na całym szeregu
wątków z googlowskich grup dyskusyjnych.
Tematyka i adresy owych wątków są wylistowane
w punkcie #M3 z totaliztycznej strony internetowej
immortality_pl.htm - o dostępie ludzi do nieśmiertelnosci i do życia bez końca.
Aktualne adresy emailowe autora tej strony, tj.
dra inż. Jana Pająka
(a przez okres 2007 roku - Prof. dra inż. Jana Pająka),
pod jakie można wysyłać ewentualne
uwagi, zapytania, lub odpowiedzi na zadane
tu pytania, podane są na stronie internetowej
o mnie (Dr Jan Pajak).
Tam również dostępne są adres pocztowy
i numery telefonu autora.
Proszę też odnotować, że z powodu mojego
chronicznego deficytu czasu, ja bardzo niechętnie
odpowiadam na emaile, które zawierają TYLKO
wykonawczo czasochłonne prośby, jednocześnie
zaś dokumentują zupełną ignorancję ich autora
w tematyce którą ja badam.
* * *
If you prefer to read in English
click on the flag below
(Jeśli preferujesz czytanie w języku angielskim
kliknij na poniższą flagę)
Data założenia niniejszej strony: 5 stycznia 2005 roku.
Data najnowszego jej aktualizowania: 25 maja 2009 roku.
(Sprawdź pod adresami z "Menu 3" czy już istnieje nawet nowsza aktualizacja!)